|
|
|
f i s h y ? |
:) :P Narazie nic nam nie chce się pisać.Ale napiszemy.PO, lub przed końcem wakacji. fish-love-cats 2005-08-07 17:10:11 skomentuj (2) Diary Bona-mama.... 19.07.04 -Dlaczego siedzisz tu sama Bono? Dlaczego płaczesz? Co się stało kochanie? Odwróciłam wzrok.Postać zmierzając wolno ku mnie wyglądała zupełnie jak ja.Identycznie...Tyle że miała jedną czarną plamę na prawej łapce. -Mama...? Kotka skinęła głową z uśmiechem. Przeszył mnie straszliwy ból. -Moja dusza...mamo...on mnei zniszczył...prawda? -Ależ nie, kochanie, uwolniłaś się od niego.On nie mógł znieść tego nadmiaru miłości, jaką darzysz Boofi.Ona też nie powinna się tak zachowywać, ale była ZAKOCHANA, Bono.Wiem co chcesz powiedzieć.Ona jest młodsza od ciebie...dla niej pierwsza miłość była czymś nadzywyczajnym.Ty już miałaś kilku adoratorów...i wiem że zachowywałaś się tak samo z tym...Kormazynem. Czułam że się czerwienię.Tak, to była prawda.Ale on mnie zranił.Nie mogłam się z tym pogodzić.Wyłam wprost.Następny był Vincent.To samo.No i Redi.On okazał się inny, ale to juz nie była "ta słodka" miłość. -Pamiętaj Bono-mama wyrwała mnie z zamyślenia-że ona będzie cierpieć tak jak ty.On jej nie pamięta.Nie pamięta ani jednego słowa, z tych dni.Trwało to krótko, ale jak wiele zła może wyrządzić? Pamiętaj Bono... Gdy poiwedziała ostatnie słowa wróciły do mnie wszystkie obrazy z przeszłości.To była noc.Ja miałam zaledwie miesiąc czy tam dwa.Nie wiem jakim cudem, ale ja, rodzeństwo, i mama wylądowaliśmy na ulicy.Choć...chyba mama uciekła.Tak, uciekła.Wokół wszędzie wisiały zawiodomienia o zaginięciu rodowodowej kotki z kociętami.I to jakiej kotki! Drogiej jak wszyscy diabli razem wzięci.A tata...on był chyba najpiękniejszym kotem z persów, na całym świecie.Właścicielka mamy specjalnie szukała dobrego kota dla niej.I tego nigdy jej nie wybaczyła.Uciekła.Kazała jej mieć dzieci z kimś kogo nie kochała.To tak jakbym ja była z Vincentem....to było identyczne.A ja wybrałąm zwykłego dachowca Rediego.I już nie ma kotów czystej krwi z naszej rodziny...choc słyszałam, iż moja siostra, Febe, najpiękniejsza z nas wszystkich (ja byłam podobno najbrzydsza więc wyobraźcie sobie pozostałe!!), ma piątkę dzieci z jakimś przecudownym persem.Ale żaden nie będzie taki piękny jak tata i mama.On był królem kotów.I w całości tą urodę odziedziczyła Febe.... Mama siedziała z nami gdzieś w najgorszych ulicach Francji...a może to było w Anglii? W każdym razie było okropnie.Była nas czwóka: Ja, Febe, Amelia i Orlando.Nazywałyśmy go po prostu Oro.Jakieś łobuzy (choć wcale nie jestem o tym przekonana) doskonale wiedzący kim jesteśmy my, i nasza matka, postanowili złapać sobie kocięta i sprzedać je za grubą forsę.Mamy ruszyć nie zamierzali, gdyż każdy by się skapnął, iż to jest ona i dopiero policja zamieszania by im narobiła.Li Anne była chroniona, jak żaden człowiek w tym kraju.Nasza poprzednia pani, rrzucała forsą jak śmieciami.Wiec to nie dziwota.I zaczęli atakować nas.Mama broniła nas odważnie.W chwilę póżniej, widzieliśmy ją w kałuży krwi, a ona mówiła: Pamiętaj Bono...wtedy nie wiedziałam o czym mam pamiętać.Teraz już wiem.O obietnicy... Uceikliśmy jak najszybciej się dało.Na następny dzień wszyscy wiedzieli o śmierci Li.Co z kotkami-nie wiadomo.Trafiliśmy do oddzielnych sklepów.Zapomnieliśmy o sobie.Oro był ulubieńcem jakiejś bogatej damy w Stanach, a o Amelii? Nic nie wiadomo... Teraz patrzę na nią wszystko sobie przypominając.Po co wróciła? Ale...nie.To mnie już nie było.Leżałam w pokoju.Pani pochylała się nade mną...czy to był tylko sen...? fish-love-cats 2005-01-09 12:09:15 skomentuj (2) Diary Bona-prawdziwa przyjaźń.... 18.07.04 noc...wlasciwie to juz 19... Ten wiatr który wiał w czasie naszych najpiękniejszych chwil wrócił...wrócił ale inny...od kiedy ten wymoczek Kas tu jest juznic nigdy nei będzie tak samo...Redi to zupełnie co innego...Kas nei należy do nas...niech...niech on umrze... -Wiem Redi-westchnęłam-wiem co będzie...ale... to wszystko wydaje mi się takie...takie... -Takie nieoczywiste-dokończył. -Ahhh Redi, nei mam dzis nastroju do wkurzania się na ciebie. Redi uśmiechnął się lekko i odszedł.Jak on może się uśmiechać kiedy ja jestem w takiej sytuacji???? -Posłuchaj Bono-odezwał się jeszcze-nie pozwól aby ten domon ją zniszczył... Demon!! O,ale fajnie! Jeszcze ten głupi demon.Chryste, czy nie mogło nas rzucić gdzieś na bezludną wyspę, bez demonów i Kasów??? Bez niczego, besz żadnych psów kotów i innych debilstw...ohh Boże... 27.07.04 Wieczór...oni oczywiście chodzą razem...on wrócił...nie zwracają na nas żadnej uwagi...i pomyśleć że ona była kiedyś tylko zwykła rybą...pani to głupia wariatka.Cieszy się jak dzieciak z "tej wspaniałej pary".Rebel obżera sie łazanią, Will i Rosa biegają po plaży, Redi uśmeicha się ukradkiem...zupełnie jakby NIC SIĘ NIE STAŁO!!!! Dziś podobno Kas dostał w łeb cegłą =D.Jakis kochany mądry człowiek wbił mu do głowy że nei jest panem świata.Ciekawe kim jest ten anioł??? W sumie mogę go poszukać.Co mi zależy.I tak nie mam zamiaru spędzić reszty wieczoru z tą parą głupków.Nie wiedziałam że dożyję dnia w którym Boofi...pokaze że nasza przyjaźń nic dla niej nie znaczyła.Czy ja tak się zachowywałam,gdy Redi został ze mną??? -Gdzie, idziesz Bono?-ssłyszę głos furiatki z salonu w którym zapewne leży rozwalona ze swoimi kochanymi,Kasem i Boofi... -Gówno ci do tego-rzuciłam i wyskoczyłam na zewnątrz. Ahh....gdyby wszystko było jak dawniej...taki piekny wieczór spędzilibyśmy razem.Ale oc ja mogę zrobić więcej? Najgorsze jest to że nic.Nic... -Chodź Bono...chodź... Co to znów za żul?? Chcę być sama.Sama pośród okropnej ciszy i pustki która mnie otacza. -Kto to znowu??? Cisza. -Hej, kto to powiedział??? Cisza...ekhem..! -Wyłaź świrze!!! CISZA!!!!! -KUR............!!!!!!!!!!!!!!!! Pobiegłam w stronę krzaków.Tam dochodził ten głos. -Ty dziadu... Znów to światło.Znów to Bractwo.Znów. -Hmm, Bono, ic sięnei zmieniłaś jak widzę? -Zamknij się-warknęłam-kim do cholery jesteś??? -Ahh...no tak.Zapomniałem że mnie nie widzisz i co najważniejsze nei znasz.To Boofi mnei widziała.W sumie jestem przecież jej... -Zamknij ryja i odpowiadaj!-krzyknęłam.Kurna jakiś dziad z Bracwa będzie mnie dobijać!! -No tak...nic się nie zmieniłaś...jestem bratem Boofi, i prawą ręką Szefa. -Co za szefa??? -Tego w niebie...tego w Bractwie!-rzekł. -A co on mnie obchodzi, następny... -Nie mów tego czego byś żałowała-przerwał mi gwałtownie.NIE CIERPIE JAK JAKIS ZUL MI PRZERYWA!!!!! -Nie chrzań, i mów czego chcesz! -A...no tak.Posłuchaj mnie Bono...Redi, nasz główny członek z Bractwa, twój mąż... -Streszczaj się! -A...jasne.No więc Redi mówił ci o tej próbie prawda? W sumie nei powinienem cie pytać bo my wiemy wszystko i... -EKHEM!!! Jezu.Po co dali do takiej rozmowy brata Boofi?? Widac ze koles lubi gadac.Choc Boofi mi nei wspominała o tym... -Tak tak.I ta próba....ona dziś w nocy sie zakończy.Na pewno nigdy tego nei zapomnicie, już sie doczekać nie mogę... -Posłuchaj-mruknęłam przez zęby i przybliży.łam się do światła-Nie mam zamiaru dłużej z toba gadać.Nei chce mi się z tobą gadać! Jeżeli przyszedłeś na herbatkę i pogadać o starych dobrych czasach, to wybacz ale nie mam nastroju, złaszcza dla BRATA BOOFI!!! -Taa...-czy ten koleś ma choć mózg????=P-no więc.Ta próba kończy się dziś.jak my wszystko mamy zaplanowane nie? Spoko, nie unoś się Bono Li! Li?? Ale...ale...ale...ale... -Ale...ale... -Ha, no może teraz dasz mi powiedzieć.Wiem że ei znosisz swojego pełnego imienia...w sumei nei powinnaś się unosić na Rediego że nei powiedział ci pełnego imienia.Ty też mu nie powiedziałaś.Hmm? Nic nie mówisz? Hehe...wspaniale...powiem krótko.Wyniki próby będą dziś.A wiesz...myślałem że lubisz gadać. Światło zniknęło.Stałam cały czas w tym samym miejscu pośród krzaków. -Bo lubię, ale nie z takimi żulami jak ty!!-krzyknęłam w górę.Miałam wrażenie że światło wróci sie zaraz i braciszek Boofi będzie prawił mi kazania.Ale nic podobnego się nie stało. Wróciłam do domu.Bona Li...ja...ja nie powiedziałam Rediemu bo nie cierpię tego imienia.Nienawidzę.A on chełpi się Redinaldem.A w ogóle...uleciało mi z pamięci.Naprawdę.Chciałam zapomnieć jak najszybciej...bo...bo przypomina mi to wydarzenie z przeszłości o którym wolałabym zapomnieć...tak naprawdę to...to wszystko było inaczej.Moja matka nazywała się Li...dała mi imię po niej.A ja nigdy nei zapomnę jak ludzie ją zadręczyli na śmierć.dopiero tafiłam do sklepu...facet się zlitowałnad kotkami...tylko że ja byłam ostatnia.Wszyscy sie zawsze nademną litowali.Pani też się zlitowała i wzięła kociaka do siebie.A ja nigdy nei zapomnę tych szatanów którzy...któzy...mamo... Wpadłam z łzami w oczach do pokoju.W dupie mam Kasa i Boofi.Niech sobie siedzą i całują.Niech umrą z tej miłości!!! Padłam na dywan.Umieram... I nagle znów to światło.Tylko...inne, jaśniejsze większe...i zupełnie inny głos...coś mi mówi że to ten Szef... Boofi oderwała się od Kasa.Wstała.Patrzyła się w światło. -Nie nadajesz sie Boofi...nie nadajesz się na Srażniczkę Wielkiej Tajemnicy...Bonie przydzielą kogoś innego...mądrzejszego..odpowiedzialnego. Boofi spuściła głowę.Światło uderzyło w nich jak grom z jasnego nieba, i znów byli rybami.Widziałam jak się przemieniają.Jak...jak Boofi znów się staje Boofi...pojawiły się kule z wodą i oboje trafili do oddzielnych kul. -Kas!!!-zawołała Boofi... Nienawidziłam jej jeszcze bardziej.Nienawidzę jej.Nienawidzę! Ona naprawdę nie nadaje się na jedną z głoszących Tajemnicę Zwierzęcą... -Musisz odejść Boofi-rzekł Szef donośnym głosem.Boofi podniosła głowę lecz zaraz znów ją opuściła. Patrzyłam na nią. -A...a ja?-wyszeptał Kas -Ty? Czyżbyś zapomniał? Byłeś tylko obiektem próby.Wrócisz do domu i zapomnisz o wszystkim. Wydało mi się to trochę za okrutne... -Nie!!!-krzyknął rozpaczliwie. Juz go nie było.Boofi łkała. -Ani on ani jego pani nie będą pamiętać tej dyskoteki...a teraz Boofi...wracaj. Wracać?? Dokąd ona ma wracać??? O Chryste...nie pomyślałam o tym.Ona...ona wtedy umarła...ale miała misję i musiała wrócić...teraz kiedy uznali że sie do tego nienadaje nic nei stoi na przeszkodzie aby wróciła do nieba...! -Bono, ty dostaniesz inna rybę-odezwał sie znów Szef-a właściwie...to chyba psa.Ty już przeszłaś próbę.Udowodniłaś że jesteś tą wybraną. -Nie!-krzyknęłam niespodziewanie. -W czym się nie zgadzasz? -We wszystkim!-krzyknęłam-We wszystkim! Weźcie mnie zamiast Boofi! Błagam zostawcie ją! Ona ona.... Poczułam chłód i niesamowitą pustkę. -Bono nie! Ten demon...! On cię zniszczy! -Weźcie mnie zamiast Boofi! Mnie...! Poczułam że rozrywa mnei na miliony kawałków.Usłyszałam śmiech...krzyk...wszystko.Zobaczyłam całe moje życie...śmierć mamy...tych ludzi...to tak mnie przerażało...czułam że zaraz to wspomnienie zniszczy mnie całkowicie. -Bono nie! Próbowałam przypomnieć sobie co innego...ale widziałam tylko to...to...to...spadam w nicość...wokół tylko ciemność... -Ja...ja nie chciałam...Bono...błagam... fish-love-cats 2004-12-11 16:14:55 skomentuj (1) Diary Bona-pomysł Rebel 18.07.04 Rebel wymyślił już jak pozbyć się Kasa.Kazał mi tylko stanąć koło nich wieczorem.Z pewnością będą na balkonie.Jak zawsze.Dostal swoje cztery porcje.Uff...a teraz...czas na plan >=D.Wybacz Boofi robię to dla ciebie... Wieczorem usiedli na balkonie w świetle księżyca.Kas trzymał Boofi oczywiście za rękę.Dobrze że nadal jestem kotem.Mogę się łatwo skradać:D.Wyglądałam zza ściany i słuchałam.Każde słowo. -Piękny jest dziś księżyc prawda?-spytał Kas i oboje odwrócili głowy w stronę wielkiego księżyca w pełni. -Tak-Boofi spuściła głowę i patrzyła się na swoje ręce.Nie trzymała już Kasa. -Co ci jest?-uniósł jej brode palcem-Powiedz...Boofi... -Ja...myślę że...-teraz patrzyła się na wyjście-że moje marzenie nigdy sie nie spełni. -Jakie marzenie? Boofi zamilkła.Znów patrzyła się na ręce -O...o tobie.Muszę ci o tym powiedzieć...kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy...wydawałeś mi się dziwny i bezuczuciowy.Ale od tamtej nocy kiedy zamieniliśmy się w ludzi...zmieniłeś się -Zakochałem się-brzmiała odpowiedz Kasa. Zalała mnie fala gorąca.Błagam,Jezu Chryste,nie róbcie tego! Boofi podniosła wzrok na Kasa. -W kim?-dobrze wiedziała jaka będzie odpowiedź. -Na początku wydałaś mi się...bardzo dziwna i pospolita.Dopiero później zrozumiałem że wcale tak nie jest. Boofi pragnęła aby Kas powiedział że ją kocha.Boże...czy Redi mi kiedyś to powiedział?? Chyba nigdy. Czekałam na Rebel.Gdzie on jest?? Przecież kazał mi tu czekać i powiedział że przyjdzie! Rany nie chce słyszeć jak mówią iż są w sobie zakochani...nie chcę! -To ciebie kocham Boofi-Kas przysunął krzesło jak najbliżej Boofi-Ciebie. -Ja ciebie od początku...ten taniec...to było cudowne... Zaraz sie uduszę.Moja Boofi...Chryste co ona wyprawia?? Nie!!! NIE!!!! Kiedy znów spojrzałam nich, juz się całowali.Jezu Chryste...to już chyba koniec...Ohhh Boże...Boże... -Bedziemy miec wymarzony dom i gromadke dzieci-ten palant chyba naprawde wierzyl ze zostana ludzmi!-bez kotów... KOTÓW???? CO ON MA DO NAS???? GRRR!!!! OBRON NAS BOOFI! TAK JAK KIEDYS JA CIEBIE!!! -Tak...będziemy jeżeli zostaniemy ludźmi...i masz rację żadnych głupich kocurów-zaśmiała się. To...to nei jest Boofi.Chyba nikt juz bardziej nie mogl mnie zranic tak jak ona.Ma pecha że to słyszałam.Rebel i jego plan wyleciał mi z głowy.Miałam ochotę zadać im ból...Głupia Boofi...dla niej nic nasz przyjaźń nie znaczy...znaczyła kiedy była rybą...a teraz jest wielką panią...nie pamieta jak ja rozpaczalam kiedy umarla...nie pamieta...glupia idiotka...glupia... Wybiegłam do nich.Stanełam na środku balkonu.Popatrzyli się na mnie.Mogę mówić po ludzku.Gówno mnie to obchodzi.Kiedyś był rybą więc moge z nim gadać.Gadać??? To za delikatne słowo.Będę wrzeszczeć krzyczeć i wyć. -Bona...? Oh tak jasne! Boofi jest bardzo zdziwiona? Akurat!! Glupia! Nie wiedziałam od czego mam zacząć,co powiedzieć najpierw.Chcialam zabić Kasa i nawrzeszczeć na Boofi... -Jesteś fałszywa-pokręciłam głową i zrobiłam minę z której Boofi powinna wyczytać obrzydzenie,ale niezbyt mi sie udala =P. -Co..? Ale Bono... -Jak mozesz? Jak możesz mówić o swojej exs przyjaciółce takie rzeczy? Jak mozesz? Nie wiesz jak sie nacierpialam gdy ty umarlas... -Co?-wtracil Kas. Zignorowalam tego cymbała. -Nie wiesz! A teraz mowisz o nas takie rzeczy! Wiem że nigdy byś sie nie odważyla gdybyś byla rybą! Wiem! Jesteś człowiekiem i automatycznie wielką panią? Jesteś fałszywa... -A ty...z niczego bardziej bym sie nie ucieszyla niz z twojej smierci...nienawidze cie smieciu...wynos sie z tego domu...nikt cie tu nie toleruje,oprocz twojej ukochanej-slowo Boofi nei przeszlo mi przez gardlo wiec zostawilam to bez dokonczenia.Taka jest prawda! Rozplakalam sie i wybiegłam. -Ja...ja dziś muszę iść Boofi...nie bede w domu...powiem swojej pani o tym...-oznajmił Kas. Rzuciłam sie na dywan w moim pokoju.Podszedł do mnie Rebel.Dopiero teraz przypomniałam sobie nasz plan. -I jak sie udal moj plan?-zapytal wesolo. Jego ton oburzył mnie.Jak on tak może??? -Jak sie udał plan??? Wcale nie przyszedłeś kłamczuchu! Sama go przegoniłam!!! -Właśnie o to chodzi-Rebel uśmiechał sie zupełnie jak Redi-specjalnie kazałem ci stac koło nich.Wczoraj dość sie nasluchem o tych ich milostkach...wiedzialem ze,mamo,cie to wkurzy.I pozbyłaś się go.Przynajmniej na jakiś czas. Gdybym nie była w takim nastroju,z pewnością uśmiałabym się.Ale teraz...nie chcę słyszeć o Boofi. Po Rebel przyszedł Redi.Usiadł koło mnie.Muszę mu się zwierzyć.Nie wytrzymam. -Kiedy Boofi urodzi dziecko zapomni o mnie całkowicie-plakalam-tylko ten bachor bedzie sie liczyl! -Ty tak nie postąpiłaś-szepnął. -Ja to co innego...widzisz jak ona się zachowuje...i wiem ze to twoja sprawka. -To jest jej próba Bono.Jak ją przejdzie zależy tylko od niej.Bractwo chce zobaczyć czy naprawdę nadaje się do grupy "fish-love-cats" -Fish-love-cats?? -To...hmm...jakby ci wytlumaczyć...to grupa w ktorej kazdy kocha kazdego...normalnie kot zjada rybe...a w tej grupie nic takiego nie mialoby miejsca.Bractwo wiec chce zobaczyc czy Boofi w innej postaci postąpiłaby tak samo jako ryba.Domyślasz się co będzie jak obleje. fish-love-cats 2004-11-07 16:04:44 skomentuj (3) Diary Bona-to już nie jest Boofi.... 16.07.04.Boże!!! To już nie ejst nasza Boofi! TO jest jakaś głupia ruda wiewióra! Niech to się okaze snem...prosze.... Mogę się założyc że to sprawka Rediego. -Co ty z nią zrobiłeś????? -Spokojnie Bono-odrzekł uśmiechając się. -Natychmiast ją odmień! NATYCHMIAST! -Ci z bractwa ociecali jej że będzie mogła chodzić...i chodzi prawda? -Ale to NIE JEST Boofi!-krzyknęłam.Debil kretyn idiota swir....>GRRRR....CO ON Z NIĄ ZROBIŁ??? A nasza Boofi z RUMIEŃCAMI siedziała na dworzu trzymając siez Kasem za REKE.Wywaliła mnie z pokoju.Nie chce już ze mną mieszkać.Powiedziała że Kas z nią zamieszka.Tak! Tego by brakowało! Jeżeli ona...ona by urodzila dziecko to juz koniec rybki...koniec naszej przyjaźni...Boże,matko trzeba go stąd wychrzanić...matko,Boże... -Rebel-powiedziałam szeptem. -Co mamo? -Widzisz Boofi i tego śmierdziela?-uśmiechnęłam się i zmarszczyłam BRWI. -Śmierdziela? On jest bardzo fa... -ANI SLOWA WIECEJ-wrzasnełam-I mam dla ciebie zadanie synku...gdybyś tylko zdołał go przegonić stąd...na zawsze...byle jak ale przegonic...mama dałaby ci zjeść podwójną porcję egzotycznej rybki...ahh nie rybki tylko sałatki rybnej...oh Boze jak to brzmi...Mogę ci też pomóc jeżeli chcesz... -Obejdzie się chyba tak myślę-rzekł Rebel-no cóż daj mi trochę czasu to wymyślę ale...oprócz mojej oddaj mi jeszcze swoją podwójną i będzie ok. BOŻE!!!! Moja ukochana sałatka! Jezu Chryste!!! Ale co tam.Ważniejsza przyjaźń.Ta głupia baba panna Kordelia,zamartwia się z powodu Kasa.Uważa że ktos go zabrał wczoraj.Ale ja i tak nie wybacze naszej pani tej głupiej...ahh Boże...Boofi zakochana...powinnam być szczęśliwa,ale to niemożliwe.Zakochana Boofi! To w ogole nie pasuje.Ten....EKHEM...zniszczy naszą piękną przyjaźń...mogę nawet poświęcić sałatkę aby ratować przyjaźń...ehh...Boofi trzymająca się za rękę z Kasem.Wkrótce wrócą do swojej dawnej postaci i Kas pójdzie to dej głupiej baby a Boofi wróci do nas...prawda? Boże... Boofi siedzi sobie przy krześle a ja musze na podłodze! Kiedyś to ona pływała w kuli a ja byłam pania...ale nie mogę być zazdrosna.O przyjaciółkę? Nie nie nie.Nigdy w życiu. Kas i Boofi...trzymali się nawet za rękę kiedy jedzą.Już dłużej tego nie wytrzymam.Pogadam z nią.A Rebel zrobi swoje i tak >=). Chwila przerwy.Kas poszedł do miasta.Boofi nie chciała.Najwyższy czas z nią pogadać.Siedziała na krześle bujanym i nuciła sobie coś pod nosem.Wskoczyłam jej na kolana.Nie.Już leżę na podłodze. -Wybacz Bono.Przestraszyłam się. -Zapewne-mruknęłam. Wskoczyłam jej znowu. -Co ty sobie wyobrażasz??-zaczęłam-Zapomniałaś już o nas! O mnie,Redim i dzieciach! Zapomniałaś bo masz swojego Kasa...a może zapomniałaś ale ja z Redim o tobie nie zapomnieliśmy. Boofi przewrócił oczami.Dalej nuciła. -Boofi! Kobieto! Ty jesteś TYLKO rybą! Nie zapominaj o tym! Nie jesteś człowiekiem! Nie jesteś. -A mi się wydaje Bono-zaczęła Boofi,przy każdym słowie coraz głośniej-że ty jesteś po prostu zwyczajnie zazdrosna! Zazdrościsz mi tego wszystkiego. -Zrozum Boofi! Tobie nie pasuje tka postać...prawda że nie zamierzsz nią być? Ani...ekhem...nie zamierzasz mieć z nim dzieci...? Boofi zaczerwieniła się.Dalej patrzyła w swoje palce. -Co??? Masz taki zamiar??-krzyknęłam i zeskoczyłam jej z kolan-Oszalałaś?? Teraz to już będzie po naszej przyjaźni! -Miłość jest piękniejsza od przyjaźni Bono-odrzekła sucho-a owoc tej miłości jest jeszcze smaczniejszy. Wstała z krzesła i pobiegła do swoich pokoi.Zostałam sama stojąc jak głupia przy bujającym się lekko krześle. fish-love-cats 2004-11-07 09:06:10 skomentuj (1) Diary Boofi-kocham go...(co z Boną??? Czemu nic nie pisze????) 15.07.04 Moj Boże jakie jaja!!! Rany kota zaraz wypłaczę się na śmierć...ze smiechu oczywiście...i z...z czegoś jeszcze...to...to niesamowite...a oto co sie działo: Wróciliśmy do naszych pokoi w hotelu.Pani wynajęła calutkie pięć pięter :D.Jedno jest całe do dyzpozycji dla mnie.Ale ja nie chcę.Nie chcę siedzieć samo w wielkich pokojach w kuli.Ahh smutne jest życie ryby...ahh smutne.Bona zgodziła się dzielić je ze mną.Zrobiła się z niej prawdziwa staruszka.Narzeka na rodzinę,mówi że ma dość Rediego,dzieci,że hałasują i nie dają jej spokoju.Nic nie zostało z tamtej superowej kotki ;((.Smutne się nasze życie robi.Tak bardzo smutne...nic wesołego się nie dzieje.Śmiesznego.Powiedziałam jej to. -Co powiedziałaś rybko??-powiedziała oburzona. -To szczera prawda-odparłam. -Właśnie że nie! Może nei przypominam tamtej Bony co?-obejrzała swoje ciało,westchnęła i miałam wrażenie że zaraz się rozpłacze.Ale uśmiechnęła się. -Możemy iść na imprezę-powiedziała wdychając powietrze.Teraz mówiła jak prawdziwa Bona :D-powiemy pani co nie? No to już szybciej...zaczyna się za dwie godziny a ja chcę wyglądać jak człowiek...phuu kot. Może jej ton był nieco przesadzony ale później :D??? Oh czytajcie czytajcie dalej.Mimo iż to mój zamkniety na 100 kłód pamiętnik =PPP. -Bono-zaczęła rozradowana pani-ah to się świetnie składa gdyż ja i Kordelia też na nią idziemy! Kas też... Bona miała nadzieję iż tego nie usłyszę.Teraz mogę się przyznać otwarcie że za nim szaleję.Jeszcze nigdy nie doświadczyłam takiego uczucia...już wiem co musiała przeżywać Bona gdy z Redim...ahh zresztą nie chcę o tym myśleć.Nigdy nie bylibyśmy razem...to śmieszne.Moje marzenia są zbyt piękne.Teraz kiedy się nad tym zastanowić moje życie jest bez sensu...ja jestem bez sensu.... -Ahhh to świetnie proszę pani-powiedziała uśmiechnięta Bona przez zęby.Nie cierpiała Kasa z nieznanych mi powodów ani "tej starej baby".Hmm przecież ona jest tylko o rok starsza od naszej pani...ale no cóż. -Tak Bono cudownie.Myślę że ja też pójdę z Boofi... -Ależ coś takiego pani!-krzyknęła Bona-Ze mną będzie jej lepiej...hmmm....milej...pani z pewnoscią będzie tańczyć-na pewno w to nie wierzyła =P-i...wie pani... -Oj tak Bono,owszem będę tańczyć.Ale żeby iść na taką iprę musisz pięknie wyglądać.Nie pójdziesz tak,co to to nie. Bona jak inne "mądre" koty nie cierpiała kąpieli i wody.Może to właśnie tym tak się różnimy? Gdybym była na miejscu Bony nie wahałabym sięwskoczyć do tej pięknie wyglądającej różowej wody z bańkami w giga wannie...to wszystko jest takie romantyczne...pani bezlitoście chwyciła najeżoną Bonę i wrzuciła ją do wanny.Mnóstwo piany i wody znalazło się na podłodze,ścianach i suficie.Pani tylko się śmiała.Rany =/... Bona z niesamowitą ilością kokardek i wstążeczek,uznana przez pani pięknością,wyszła z domu.Trzymała moją kulę w zębach. -AHHHH!!!!!!!!!!!!! Kicia rzuciła się w krzaki i podarła wszystki ozdoby.Po 10 minutowej szamotaninie Bona westchnęła. -Co za ulga.Głupia głupia debilka! Stara baba!!! Pani właśnie wychodziła przystojona niesamowitą ilością diamentów i innych pierdół.Swoja jasno fioletową torebką zabiła już niejednego gdy tak wymachiwała tym po drodze.Ahh jakie to zwyczajne... Zabawa już się zaczęła.Bona i ja przystanęłyśmy w ciemnych krzakach popatrzeć z góry na budynek w którym rozpoczeła się donośna zabawa.Zeszłyśmy na dół.Muzyka była tak głośna że myślałam iż obie dostaniemy zajoba.Przypomniala mi sie owa noc w starej stodole...hehehe...Bona przeciskała sie przez tłumy ludzi zebranych wokół sali.Patrzyli na coś,poszeptując i płacząc ze śmiechu.Inni gapili sie z najwieksza uwaga.Przecisnęłyśmy sie...i oto co zobaczyłyśmy: pani trymala w rekach jakis stary kij i wyprawiala z nim najrozniejsze rzeczy ktorych chyba nawet cyrkowcy by nie potrafili.Kręciła się na nim z zawrotnę prędkością,stanęła na jego czubku na głowie,obracala go nogami.Bonie i mnie opadly szczeki.Nagle jakis debil kopną kotke,ktora wyleciala na sam srodek sali.Ja wpadlam pod ławki.Tam także był Kas.Gdybym tylko mogła jednocześnie zaczerwieniłabym się i uciekla.Ale jak sie czerwienic kiedy ja naprawde jestem czerwona a jak uciec skoro mam pletwy? AHHH!!!!! Pani trzepnela prosto w glowe Bone kijem,ktora runela jak dluga.Rowniez kijem ją podniosla i podrzucila wysoko.Kociczka z krzyżykami w oczach,zawisla na jednym z żyrandoli.Wszyscy malo nei pekneli ze smiechu.Patrzyłam się na nią nerwowo,tak naprawde wcale jej nie zauważając.Czułam bowiem na sobie wzrok Kasa. -Cześć-rzekłam mimowolnie. -Cześć Boofi-nie miał juz tamtego wyniosłego tonu.Był o wiele milszy. -Hmm...moja pani jest smieszna prawda?-to bylo idiotyczne.IDIOTYCZNE! Kas spojrzal na mnie a ja odwrocilam sie z powrotem w stronę sali. -Szkoda że dziś tak szybko Bona zabrała cię z plaży...to prawda że ty rozmawiasz z ludzmi? Oblala mnie fala gorąca.Ponownie spojrzalam na Kasa. -Tak...-odrzeklam niepewnie-ale tylko z panią.Z nikim innym się nie odważyłam.Nie.Miałam bardzo dziwną przygodę Kas.To to...strasznie trudne.Ja sama nie mogę tego zrzumieć Kas.Nie mogę... Patrzył się na mnie cały czas.Byłam pewna że nie słyszy ani jednego mojego słowa. Była już jedenasta.W sumie gdybym była człowiekiem bałabym się wracać do domu. -Przepraszam cię iż wtedy zachowałem nietakt.Ja ja...glupieję kiedy ktoś...mi...się spodoba-to ostatnie zdanie powiedzial bardzo smialo.Czulam jednoczesnie podniecenie,radosc,i strach.Co teraz będzie? -To znaczy ja...czy Bona?-zapytałam głupio. -Oczywiście że ty-zaśmiał się. Ta jego pewność...poczułam się speszona.Wygladało to tak jakby żartował sobie ze mnie.Bawił się moimi uczuciami.A tego już nie zniosę.Nie. Bona wisiała bezwładnie na żyrandolu.Pani przestała bawić sięz kijem i gadała z Kordelią.Tzn. "tą starą babą".Zaraz kończyła się szalona piosenka techno. -Naprawdę? -Może nie zauważyłaś ale jesteś naprawdę fajna.Ryby nie ocenia się po wyglądzie.Ocenia się ją po pływaniu.A ty moja rybko pływasz przecudnie.Tak. Nie.To zdecydowanie zbyt pewne.Powiem mu to. -Czy ty nie robisz sobie ze mnie zartow?-spytałam nie patrząc na niego. -Ahh...może znów powiedziałem to zbyt śmiało lub nieromantycznie.Wybacz mi Boofi.Taki już jestem.Ale mówię prawdę.Podobasz mi się. Skończyło się idiotyczne techno i zaczęła romantyczna piosenka.Natychmiast na parkiecie pojawiły się przytulone pary.Łzy napłynęły mi do oczu.Tak bardzo zapragnęłam być czlowiekiem.Choc przez ten taniec.Tak bardzo chciałabym być człowiekiem...tak bardzo tego pragnę.Tak bardzo... Poczułam że spływa mi łza po policzku.Tak mocno tego pragnelam jak niczego innego na świecie.To niesamowite uczucie.Miłość... -Boofi...ty...ja... Łza spłynęła mi po policzku.To niemożliwe.Ja w wodzie i łza? W dodatku...czułam iż moje płetwy stały się jakieś dłuższe niż zazwyczaj.Mogłam nimi dosięgnąć oczu...to jest...niemożliwe...niemożliwe...niemożliwe... I oto na miejscu rybki stała wysoka dziewczyna o ciemnorudych włosach.Prawie kasztanowych.Oczy miała brązowe.Wiek...około siedemnastu lat.I tą dziewczyną byłam...ja...nie wierzyłam w to...łzy płynęły mi kolejno po twarzy.Spojrzałam na swoje ręce.Ręce! Ja mam RĘCE! A Kas! On...on...był także wysokim smukłym młodzieńcem lat około dziewiętnastu i czarnych jak atrament włosach.Kręciły mu się w zabawne loki.A oczy...oczy miał niebieskie.Granatowe.Tych oczu nigdy nie zapomnę. To po prostu było bajeczne i niemożłiwe.Byłam pewna że zaraz niestety się obudze.Sniło mi się takie coś kilka razy ale nigdy nic takiego nei zdarzylo sie naprawde.Teraz to tez tylko sen.Tak.Kiedy dojdę do Kasa,obudzę się jak zwykle.Tylko że w tych snach nie znałam jeszcze Kasa... Podeszłam do niego.Nic takiego się nie stało.Pary nadal tańczyły.A on... -Zatańczysz?-spytał. Jego oczy...on jest przecudowny.Piękny.Boże kochany jeszcze w to nie wierzę.Zmartwychwstałam ale w to nie uwierzę.Nigdy. Tak jak te pary przytuliliśmy się do siebie.Kolejno łzy płyneły mi po twarzy. "-Chcę zawsze być człowiekiem...zawsze"-myślałam... Bona zlazła z żyrandola.Wszyscy ludzie przestali tańczyć i zwrócili wzrok na nas.Bona stała najbliżej mnie.Przypatrywała mi się niedowierzająco.Na pewno mnie nie rozpoznała.A ja...nic mnie to nie obchodziło.Tańczyłam teraz sama z Kasem.Nawet inni obcy zupelnie ludzie gapili się na nas i poszeptywali że piękniejszej pary nei widzieli.Gdyby to była prawda...ohh... Skończyła się piosenka.Nie stałam się rybką.Kas też nie.Staliśmy koło ławek czekając na odmienienie.Ale nic takiego się nei stało.Czy...czy to mi się śni czy...czy śniło mi się to że jestem rybka? Nie wiem co się ze mną dzieje...co mi jest? Z tłumu ludzi wyszedł Redi.Uśmiechał się do mnie i pokłonił mi się.To on maczałw tym palce jestem pewna...a teraz pamiętam...kiedy demon zaatakował Bonę...co z jej dusza?? A zresztą... Skończyła się impreza.Wszyscy wyszli na zewnątrz ale pani zostala przewalając wszystkie ławki,mimo interwencji ochrony. -Tam jest moja rybka! Była!!!-krzyczała. -Proszę się uspokoić-powiedziałam łagodnie-wyjdźmy na ewnątrz. -To ty jesteś tą dziewczyną któa tańczyła z tym pięknym chłopakiem-spytała-cudna z was para. Poczułam że sie czerwienie.Po raz pierwszy w zyciu moglam sie czerwienic.Ale czy na długo? -Proszę pani... -Zaraz zaraz-przerwala mi-ten głos...coś mi on przypomina...te oczy też...ale przecież to-tu zasmiala sie-przeciez to smieszne. -Czy wydaje sie pani ze jestem podobna do tej rybki? -Tak...tak bardzo młoda damo. Mimo wszystko tak bardzo sie nei zmienilam.Uśmiechnęłam się. -Proszę pani.Przecież ja nia jestem.To ja Boofi. Pani już leżała na glebie. -Pomóż mi Bono-powiedziałam zapominając iż ona nie ma zielonego pojęcia o co w tym biega. -Co ty zrobilas z Boofi?-odezwala sie po "kociemu".Ku mojej rozpaczy nie rozumiałam jej.Zawsze rozumiałam! -Bono...proszę...odezwij się po ludzku nic nie rozumiem. -Co zrobilas z Boofi??-krzyknela po ludzku-Kim ty jesteś?? Ale tenm sposob w jaki wymawiasz moje imie... Przestraszona Bona to juz nei jest ta sama Bona.Zobaczyłam świat z zupełnie innej perspektywy.Innej perspektywy. -Bono przecież to ja! Boofi! I już tłumaczyłam jej jak to się stało że jestem teraz człowiekiem. -Ja ja...myślałam że po twoim zmartwychwstaniu nic już mnie nei zdziwi.Ale to...to mnie zdziwiło. Ruszyłyśmy do domu.Podtrzymywałam panią.Odwróciłam się.Stał tam Kas patrząc tęsknie na mnie.Posłałam mu mój uśmiech.Kocham go... fish-love-cats 2004-11-06 23:43:16 skomentuj (1) Diary Boofi-wybrzeże morza Śródziemnego ;)... 15.07.04 Ahhh nareszcie...plaża i morze...tego trzeba mi było...pani wzynajęła za dość grubą forsę architektów i mają odbudować nasz dom w ciągu MIESIĄCA! Ma być też jeszcze większy i przestronny (czy jak to sie mowi :P...nie patrzcie tak na mnie! Mimo iż przebywam z ludzmi wciążjestem tylko rybą!).Ale teraz nic mnie to nie obchodzi...ahhh jestem w dziewiątym niebie..a dlaczego? Haha no nie wiem... Dziś rano pani w swojej extrawagandzkiej sukience i w swoich wielkich,ogromnych okularach wzięła moją kulę podróżną ( w ktorej ja bylam :P) i Bonę pod pachę.Redi i kociaczki szły po piasku.Tylko mi sięwydawało czy Bona dostała szczękościsku...? A no nic nie ważne...nic jej bardziej nie rozzłości jak trzymanie jej przez paniąpod pachę..hihi...oczywiście ta świrnięta baba chciała mnie wrzucić prosto do morza,aby mnie rekiny zjadły!! Zaczęłam się wydzierać na całą plażę...ludzie popatrzyli dziwnie na panią...ahhh ale to nic...nie wiem czy nie zachowuję się jak Bona? Nawet jeśli mam powód...hihi...nie mogę wytrzymać aby to napisać.Ale jeszcze troszkę... Pani puściła Bonę,a ta jak błyskawica pobiegła plażą prosto.Widziałam że jakiś parasol złamał się wpół ale...to drobnostka...ahhh....nie no dochodzę już do tematu bo nie wytrzymam! Tak więc pani na plaży spotkała swoją świrniętą (jeszcze bardziej niż ona więc sobie wyobraźcie :P) starą znajomą.Owa znajoma ma fioła na punkcie ryb.Ubiera się jak ryba,pływa jak ryba (pomimo osiemdziesiątki),gada z rybami...ludzie horror.Miała przy sobie coś cudownego...coś tak cudownego że aż brak mi słów...miała zmienniaka plamistego...miała rybę...miała po prostu skarb! Dwie panie poszły do wody a nas zostawiły na ręczniku.Bona mało nie wystrzeliła.Była zła jak cholera.Redi zaś uśmiechał się lekko do mnie.Wraz z dzieciakami odszedł.Odeszła i Bona! Znalazłam się w rozpaczliwej sytuacji.Sam na sam z...z obcą rybą? A co z moją nieśmiałością?? -Hej ja... -Boofi-powiedziałam prędko i uśmiechnęłam się nienaturalnie. -Ale ja chciałem-tu uśmiech spełzł mi z ust-zapytać jak sie bawisz. -Oh...dobrze. Chwila milczenia. -Nazywam się Kas a ty? Czy on nie rozumie jak raz sie do niego powie???? -Boofi...ale... -Hmm myślałem że wtedy mówisz o tej kotce.Ona sie też nazywa Boofi prawda? -Eee...nie-:|-ona...jest Bona. -Bona.Piękne imię nieprawdaż? -Tak...tak istotnie... I znów krótkie milczenie.On jest taki śmiały...aa...a ja?? -A ten jej towarzysz? Jak się nazywa? A te dzieci? Opowiedz mi o nich. -Oni...oni...mieszkają razem ze mną i z moją panią...bardzo się lubimy.... -Aha-przerwał mi i przeszedł do następnego pytania-a co tam u twojej pani? Czy to prawda że...ty z nią rozmawiasz po ludzku?? -Tak ale...ja... -Hmmm interesujące-zakręcił kółko w swojej kuli..ahhh... -Jasne...musi... Teraz uznałam iż ta rozmowa nie ma sensu.No bo może ma? On mówi tak ciekawie...a ja? Znów zapadło milczenie.Tym razem do powrotu Bony Rediego i dzieciaków. -Hmm jesteście bardzo interesujący-stwierdził. -Zaraz będę jeszcze bardziej interesująca,gdy będziesz badał mój brzuch!-warknęła Bona-Boofi co to za wymoczek??? -Interesujące... -Bono..to...hmm...mój nowy kolega...ten od przyjaciółki pani... -Od przyjaciółki czy nie i tak zaraz go tu nie będzie! -Co się jej stało?-spytałam Rediego. -Zamoczył się jej troszkę ogon...a wczoraj tak go wylizywała... Nawet Redi nie mógł powstrzymać śmiechu.Taki poważny,przy najlepszych kawałach siedział cicho.A teraz przy takim dennym slowie padł jak długi i dusił się ze śmiechu razem z dzieciakami. -Tak Redi,istotnie bardzo śmieszne!-powiedziała z naciskiem. -Hm Boofi nie mamy tu nic do roboty. Chwyciła moją kulę w zęby i pognała nad brzeg. -Ale...Bono...Kas... -Żaden tam Kas! Daj spokój Boofi! Hmm...opowiesz mi o nim? Pokręciłam głową i westchnęłam. -Jasne...cały czas interesował się wami...pytał o wszystkie wasze zwyczaje zachowania...i tylko o was... -I to nazywasz kulturalnym zachowaniem??-oburzyła się-Zamiast prawić ci komplementy on...daj sobie z nim spokój dziewczyno! Nie warto. -Ale...Bono...my się znamy zaledwie kilka minut... Prychnęła.Już kolejny raz w ciągu dnia nikt nie zgadzał się z jej zdaniem...ahhh jakie życie jest piękne... fish-love-cats 2004-11-01 14:02:25 skomentuj (2) Diary Boofi-i co teraz...? 13.07.04 no dobra noc dwunastego... -Dosyć!!-krzyknęłam Mogę znów mówić! Co za radość! A w ogole co się wtedy stało?? Bona była wyraźnie zła patrzyłą na mnie tępo i mogłabym przysiąc iż gdyby mogła zrobiłaby się czerwona =D. -Fajnie Boofi! Wieelkie dzięki! Popatrzyła na Rediego westchnęła i odeszła. -To wszystko przez was.Gdyby nei wy moje życie byłoby normalne! -Ty nigdy nie byłaś normalna Bono-uśmeichnął się Redi. Bona zmarszczyła brwi i odwróciła się od niego. -Dość tego.Ja chcę żyć normalnie.Nigdy nikogo nie kochałam a...jeżeli już...to on odchodzi... -Przyszedłem z powodu tego demona...-Redi okrążył powoli Bonę i usiadł naprzeciwko niej.Przecież...on ma jeszcze rozwalony bok po tym jak ja umarłam... -No właśnie-Bona już prawie krzyczała-nic innego by cie tu nie sprowadzilo tylko ONI! Wybiegła z łzami w oczach ze swojego pokoju na górę. -Zostaw ją Redi-rzekłam gdy ten chciał już za nią iść =P-dużo przeszła...daj jej spokój... Utkwił we mnei wzrok...raaany jeszcze tylko tego spojrzenia mi brakowało! -Zostań z nią-ciągnęłam-ona bez ciebie jest jak...kwiat bez wody? No tak właśnie... -Niektóre kwiaty nie potrzebują wody-odrzekł cicho. -Co?? Przecież to niemożłiwe...a mniejsza ważne żebyś przy niej został.Masz rodzinę...RODZINĘ. -Słyszałaś...ja należę do Bractwa... -Matko też problem-krzyknęłam-to im powiedz że nie chcesz! Poza tym kto ją ochroni jak już ją złapał ten demon?? Teraz ma jej...jej...jej duszę... Nawet nie przypuszczałam że to powiem.Nie wiedziałam tego...po prostu to pojawiło się w moim umyśle... -No na co czekasz! Mów im! -Że on akurat wcielił się we mnie...musi być baardzo przebiegły... -JEZU REDI! PRZESTAN PIEPRZYC I DZIALAJ! Spojrzał na mnie.Ten jego spokoj w oczach tak wkurzał że...mój Boże... Nagle dzrzwi się otworzyły i weszła...PANI...rany...trzymała na rękach Bonę. -Co tu się...? Nie zdziwiłam się jej że dostała wytrzeszcza.A włąściwie...to nie...nie rozumiem dlaczego =D. -Redi?-Bona już leży na ziemi-Co tu się dzieje? Widziałam w ciągu tego tygodnia wieele dziwnych rzeczy...np. mój kochany Elvis Presley przyszedł do mnei z kwiatami... BOŻEEE.Bo zaraz jej powiem o tym demonie! a co mi tam.Mowie =D. -Proszę pani do cholery! Bonę zaatakował demon...-i powiedzialam jej wszystko.Pani chyba w niektorych momentach przysypiala, o Bonie nei wspomnę a Redi wpatrywał się w panią uważnie i chwytał każde jej słowo. -...No i tak-zakończyłam. -Co...? A tak.To naprawdę straszne.I co teraz? Najgorsze jest to że nikt nie wie co teraz.Wszystko popierdzieliło się na maxa.Redi odchodzi jest jednym z Bractwa...Bonę zaatakowal demon i ma jej dusze...nawet w najlepszym filmie sciene-fiction tego nie grali!...O NIE! To stało się w ułamku sekundy.Mnóstwo bielutkiego światła i...urwało nam połowę ściany tak że teraz Bona mogła sobie wyjść na dwór bez zaliczania tysiąca drzwi.Ale to nei wszystko...zaczęło wszystko pękać i odlatywał wszędzie tynk...nagle zobaczyłam żródlo tego światła.Redi. -Szybko szybko!-zawołał (sam już stał na zewnątrz mądrala!). Pani chwyciła moja kulę i wybiegła przez dziurę w ścianie, Bony już dawno nie było...O NIE! KOCIACZKI!! ONE TEJ NOCY NIE SPALY W BONY POKOJU TYLKO W PANI!!! -KOTKI KOTKI KOTKI KOTKI KOTKI!!!-wrzeszczałam. Redi bez zastanowienia wbiegł z powrotem do środka...góra...nie górnego piętra już nie było...a po dwóch sekundach z domu zostały gruzy. -REDI!-krzyknęła Bona-REDI! REBEL! WILL! ROSA! Redi...Redi... Padła na ziemię...oni...Rebel znow umarł? Oni wszyscy...umarli?? -NIE!-krzyknęła jeszcze Bona i głos zamarł... Nastąpiła nienaturalna cisza.Światła w sąsiednich domach zaczeły się szybko zapalać.Po chwili wychodzili sąsiedzi baardzo zaskoczeni... Nagle to światło...wyłoniło się z gruzów...Redi z kotkami w zębach...oni żyją!!! To w sumie nie jest takie dziwne biorąc pod uwagę ten ostatni tydzień... Światło zgasło.Redi znów miał normalne futro. -Udało mi się. Kociaczki były nieco zdziwione i przestraszone.Spojrzały z otwartymi ustami na...ekhem...nasz "dom". Słychać było szepty innych ludzi.Ze zdziwieniem wpatrywali się w gruzy...w miejsce gdzie jszcze przed 10 minutami stał nasz dom... -To moja wina-odezwał się Redi ale ton jego głosu wcale nie wskazywał na to by czuł się on winny-ja...ja się ich pytąłem czy mogę zostać...mowilem ze za kazdą cene...i nagle pojawilo się to światło i dom legł w gruzach...ale...pozwolili mi zostać...na zawsze. Bona spojrzala na niego.Nagle na jej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. -Trudno-odrzekła wesoło pani-przynajmniej będziemy mieli czas na wakacje prawda? Odbudujemy ten dom na pewno...wynajmę najlepszych architektów we Francji...muszę jednak przyznać że w Ameryce takie cuda się nie działy prawda Bono? Ach przecież tam cię kupiłam...no i pojedziemy sobie nad morze Środziemne ok? No to...który z państwa pożyczy mi telefonu? Zdziwieni ludzie popatrzyli na panią jak na kosmitkę i zaczęli otwierac i zamykac usta jak RYBY bez wody i wyrabiać coś dziwnego z rękami... -A no tak.Mam jeszcze komórkę. Wyjęła z kieszeni podomki mały najnowszy model komórki. To pani śpi z komórką??? To już chyba pozostanie tajemnicą...=D fish-love-cats 2004-08-24 13:00:45 skomentuj (3) Diary Bona-"Powrót" Rediego... 13.07.04 Jest jeszcze noc 12 ale... -Mają mnie?? O co tu chodzi?? Pani poszła sobie a ja i Boofi (Boofi w kuli =P) siedziałyśmy na tej ohydnej kanapie w paski. -Ja...też miałam ten sen...to znaczy...ty go miałaś prawda? Boże najdroższy...co ona pieprzy?? O co tu znowu się rozchodzi?? -Matko kochana...mówisz i nie wiesz co! -Wiem Bono...właśnie o to chodzi-Boofi miała minę jakby zaraz miała zwymiotować.NIE NA MNIE!!-Miałaś ten sen z... -...Redim?-dokończyłam za nią. -A no.Więc jednak miałaś ten sam sen? Olśniło mnie (tak jakby).To ona była tą osobą która chciała mnie powstrzymać od przytulenia Rediego? Powiedziałam jej to. -Tak...-opusciła oczy (ona naprawde ma świra!)-ja nią byłam...z niewiadomego powodu wiedziałam doskonale co ci grozi i...chciałam cie jakoś powstrzymać. -Przecież to tylko sen!-pierdzielca od tych niewyjasnionych zjawisk dostanę! -To czemu miałyśmy go obie?-uśmiechnęła się leciuteczko =P. -Może dlatego że całe nasze życie jest jedną wielką ściemą?-prychnąłam i odwróciłam się. -Bono...bez ciebie nic sie nie uda...wiesz o tym.Muszę ci wytłumaczyć...c... -No to tłumacz,na co czekasz??-podsumowałam i zamilkłam...ale tylko na sekunde =D-A...no i pani tak szybko kupiła ci nową kule? -Słucham? A po co mi nowa? Nie no...ja mam skleroze...nie pomyliłam się z moją kumpelą Ayu =D! Ale żeby taką mieć?? Przecież to wydarzyło się parę godzin temu! -Jak to PO CO??? Przecież tamta ci sie potłukła!!! Latałaś w niej i...och. Boofi patrzyła sie na mnie z wytrzeszczem jak na kosmitkę.Rozumiem już chyba prawie wszystko... -Chcesz mi powiedzieć że to też mi się przyśniło??? -Bardzo możliwe-uśmiechnęła się-spałaś przecież...baaardzo długo. -Bardzo długo??? Ja w ogóle...nie no może godzinkę...ale przecież nie spałam 24 godziny!!! Zastanów się!! -A właśnie że tak-wzrok Boofi błądził gdzieś w górze a na ustach uśmiech (poetką być...) -Że...CO??? -Spałaś może nawet więcej-powiedziała pogodniej-gdy tylko Will i Rosa znaleźli się już bezpieczni w domu...no i wygoniłaś Rediego...-zaraz ją...rozszarpie...-opowiedziałaś pani wszystko i poszłaś do swojego pokoju.Zasnęłaś chyba a nikt nie chciał ci przeszkadzać...spałaś aż do tej pory. -Ale...to niemożliwe! Przecież nie mogłam tak długo! Jeszcze...nie no coś jest z tym życiem nie tak...ci z gory obiecali juz wiecej zartow sobie nie robic... -Byłaś zła i zmęczona Bono-uśmiech znikł z jej...eee...ust. -No tak ale... -Odeszłaś jak gdyby nigdy nic więc miałaś powód...w tę noc przyśniło mi się...właściwie nie tak...przez sen słyszałam głosy...mówiły coś że to co widze jest realne i tak się stanie jeżeli nie...i dalej już nie usłyszałam.Niewiele się dowiedziałam a...wiedziałam już wszystko.Rozumiałam wszystko.Dlatego prosiłam panią aby przyniosła mnie jak najprędzej do ciebie aby przekazać ci ważne słowa...teraz już...mają cię... -Nie zaraz zaraz-Jezu nie no co tu się dzieje?? Widziałam już mesę dziwnych rzeczy ale...to???-o co tu się rozchodzi??? Co to ma znaczyć??? -Że złapał cię starożytny demon ktory łapie swoje ofiary podczas snu.Przybrał postać Rediego gdyż wiedział iż o nim myślisz i dręczy cię to co zrobiłaś.Wybacz ale...takie słowa pojawiły się w mojej głowie...no i łapie on ofiary słabe,z podniszczoną psychiką...to co MY widziałyśmy przechodzi ludzkie i zwierzęce pojecie...spokojnie Bono ja wiem że nie jesteśmy słabe...ale podniszczoną mamy psychikę...zwłaszcza ty bo przeżyłaś śmierć swojego dziecka a potem jego zmartwychwstanie...tak czy inaczej od wieków nie miał ofiary a ty nadawałaś się do tego idealnie.Ci z gory zapomnieli o nim dawno ale mimo to...ostrzegli mnie. -To nie oni-moje słowa ale miałam wrazenie jakby wypowiedział je ktoś inny...matko...-to...Redi. -Co? Redi? Ale...przecież on otrzymuje wiadomości z góry prawda? To tak jakby przekazali mi je Oni... -Właśnie że nie.Redi może ich odwiedzić w każdej chwili...wlasnie to usilowal mi wytlumaczyc kiedy przypomniał mi o czytaniu w myślach...tak większość informacji przekazywali mu Oni ale on sam wybierał się tam i przeglądał je kiedy...tak mi się wydaje...kiedy tylko chciał... To obce słowa...w ogole bym sie nie spodziewala iż wyplyna z moich ust...rany kota czy caly swiat musi...ech co tu narzekać.Musi to musi a ja bede z tym walczyc... -Ej Bono! To brzmi sensownie! Ale ja nie mam żadnego daru więc jak on mi to przekazał? -To nie brzmi tak jak powinno...to jest bez sensu.On nie jest Szefem ani tym z Bractwa więc nie może... -Jesteś pewna Bono?-usłyszałam cichy głos. -Ty...? Ty...? REDI???? Stał przedemną mój własny mąż jak zwykle wyprostowany i dumny.Kroczył ku mnie nie zwracając uwagi na Boofi której dolna warga wlokła się gdzieś po kuli. -Jak...co...jak... -Mylisz się Bono. -Jak ci się udało tu wejść? -Od czego są drzwi?-uśmiechnął się-Pani jest nieco zajęta gadaniem przez telefon a ja nie zajmuję zbyt dużo miejsca... -Ale...ja nic... -Zawsze się myliłaś Bono i we wszystkim-odparł ciszej i usiadł-nic nie wiedziałaś. I teraz tak nagle miało by się to jeszcze bardziej skotłasić??? Nie no ludzie koty i psy... -Boże Redi...wchodzisz tak nagle i gadasz takie pier... -Nie Bono-usmiechu zero i ton -zero łagodny-nie będziesz mi teraz przeszkadzać.Nie tym razem. Nie no jak okaże się że Redi jest tym demonem to...już się nie zdziwie. -Słucham? Co się z tobą dzieje?? Boofi pozbierała swoją wargę i patrzyła to na mnie to na...Rediego. -Ze mną? Nic-głos ten sam...wygląd też...to na pewno on... -Matko kochana co tu się dzieje?? -Nic.Bono...myliłaś się co do mnie...myliłaś się we wszystkim...wcale nie jesteś wyjątkowa.Niestety... -A może TY CO??? -Tak...ja tak...-to już nie on.Na pewno-musiałem udawać takiego spokojnego opanowanego mężulka...no cóż...taka nędzna robota... -Boofi ratuj czy co...rany...POMOCY! Boofi poruszyła wargami jakby coś mówiła ale żadnych dzwiekow nie bylo.Była wyraznie zdziwiona. -Co jej zrobiłeś??-pisknęłam-Co ty wszystkim robisz??? -Więc myliłaś się...ja...ja jestem z Bractwa.Może jestem umarłym może nie...w każdym razie zostałem zesłany tu na ziemię aby szukać tego co miałem odnaleźć...dostałem do pomocy dar...i muszę przyznać że miałaś raz rację.Wiadomości przekazywali mi Oni ale mogłem szperać tam kiedy mi się podobało.W każdym razie miałem szukać.Na pewno...ciebie.Ale sytuacja wymknęła się spod kontrolii...muszę przyznać ze...spodobałaś mi się tą wojowniczością i w ogóle charakterem.Zakochałem się w tobie...ale nie myśl sobie że to ja jestem tym demonem,nie!-uśmiechnął się-A skąd.Przesłałem Boofi tę wiadomość aby cię ostrzegła gdyż taką mam misję.Chronić ciebie...nie muszę przyznać że wcale się tak bardzo nie mylisz.... -Ty...ty nie jesteś... -Co? Że jestem teraz inny? A co miałem wtedy robić kiedy ty dostawałaś napadów? Ja też miałem się taki stać? Gdyby wszystko było inne to...tak.Ale nie.Cała moja praca nie mogła pojsc na marne.Wszystko szlo jak z platka dopoki byłem spokojny.Mam na tyle honoru że gdy mnie wygoniłaś-odszedłem.Ale wtedy cały wysiłek poszedłby na marne... -Dlaczego mi to mowisz?-wybuchne zaraz mieszaniną złości i rozpaczy... -Cicho-wycedził-bo muszę.Tak więc musiałem powiadomić Boofi przez sen o tym wszystkim o tym demonie...strzeż się Bono nie możemy cie stracić bo jesteś za ważna...no i wróciłem aby ci wszystko opowiedzieć.Wcześniej...zostawiłem potomstwo choć tego w planie nie było.Chciałem zabrać Rebel gdyż szukają młodszego zastępcy ale to nie bylo aż tak ważne... -I...i...cała nasza rodzina legnie teraz w gruzach..? Tak?? -Bono ty masz inną misję ja mam INNE misje.Naprawde mi przykro Bono...bo było naprawdę fajnie. Rozbeczałam się.Rzuciłam się prosto na to obrzydliwe łóżko w paski i lały się ze mnie łzy.Redi patrzył na mnie cierpliwie. -Nadal cię kocham Bono...nie powiedziałem że nie. Przestałam płakac Boofi prestała się na mnie gapić jak na wariatkę a Redi pozostał w tym samym miejscu. -Muszę tylko wrócić do Bractwa...powiedziałem ci co miałem powiedzieć i koniec...to nawet dobrze ze mnie wypedziłaś... -Odpędzam cie!-krzyknęłam i zerwałam się z łóżka-wróc do mnie błagam! Ja...nie wytrzymam...ale...to nie prawda? To kłamstwo że jesteś taki filozoficzny i spokojny? -Nie...wcale nie!-zaśmiał się-ja taki jestem...ale zdziwiło mnie to że...przy twoich humorkach nie wybuchłem.W innym przypadku zachowywałbym się dużo gorzej...dlatego...chyba tę część charakteru udawałem,że tak powiem. -Powiedziałeś że zostaniesz przy mnie! -Ale ci goście z Bractwa nie są tacy mięccy...wzieli mnie do siebie i do swoich tajemnic gy byłem całkiem małym ZYWYM kotkiem...niedużo starszym od Will czy Rebel i Rosy.Ja...muszę przyznać...wcale nie chcę odchodzić... Przybliżyliśmy się do siebie.Światło bijące z lampki swieciło mi lekko w oczy.Przysunęłam się jeszcze bliżej... fish-love-cats 2004-08-18 21:31:47 skomentuj (3) Diary Bona-"mają cię"... 12.07.04 Powiedziałam pani wszysciuuutko.W niektorych miejscach mialam wrazenie ze...mdlała? Ech po niej wszystko jest możliwe...teraz będzie nam o niebo łatwiej =D. Redi...nie wrócił już.Dzieci ciągle pytają gdzie tatuś a ja że poszedł w sprawie pracy ale...Boshe tylko Rebel nei uwierzył.On przy tym wszystkim był...Jezu Chryste dlaczego tak to wszystko sie popierdzieliło??? -Bono...?-Jezu jeszcze Boofi tu brakuje naprawdę. -Czego? -Może powinnaś odpocząć bo..-tu popatrzyła sie w miejsce gdzie stwierdziłam były moje uszy-bo... -Kurde mać Boofi odpi...dol sie ode mnie bo i tak mnie szlag trafi bez ciebie! ODwróciłam się do niej i zobaczyłam że...JEJ KULA LATA!!!!!!!!!! -AAAA TRZAAAASK! ŁUP BUM! Jestem cała mokra OCZYWISCIE.KULA SIE POTLUKLA BOOFI JEST NA MOJEJ GLOWIE A JA SIE PRZEZIEBIE! -)%*(W)&*$Q&_@&&%@(@%*^^^^!!!!!!!!!!!!! Zrzuciłam ją na podłoge.Dzisiaj nawet najlepszy przyjaciel mnie wk..wi całkowicie.Jak zmartwychwstała raz to zrobi to drugi! To wszystkich innych wina że mój świat legł w gruzach! To winna wszystkich innych że Redi odszedł!!! INNYCH!!!! -Idę spać-warknęłam i zbiegłam na dół. Na dole był tylko Rebel.Zwinął się w kłębek i spał na swojej czerwonej poduszcze.Chwyciłam ją w zęby i wyrzuciłam za drzwi.Zostałam w pokoju sama...samiutka.... Zamknęłam oczy...otworzyłam je.Nie mogę spać...Leżałam tam chyba...a raczej na pewno...do nocy...nie wstaję bo nie wytrzymam!!! Wyszłam z domu.Wszyscy raczej już spali.Boofi też bo gdy przechodziłam nie ruszała się w swojej kuli (??)...byłam na dworzu.Księżyc pięknie świecił...już od dawna takiego nie widziałam...był w pełni...zaraz...DLACZEGO MNIE OBCHODZA TAKIE PIERDOLY???? I...chwila...na płocie ktoś siedzi! Na pewno jakiś kot typu Kormazyna i...tak...to jest...REDI????? -REDI???-krzyknęłam. -Oczywiście Bono-rzekł cicho. Tylko on potrafi tak mówić! To na pewno on! Ale...co on tu robi?? -Co ty tutaj robisz?? -Jestem tu codziennie-ten sam ton =P. -Codziennie...? Przecież...dopiero wczoraj odszedłeś! Zignorował mnie! NIE CIERPIĘ TEGO! -Zawsze przychodzę tu w nocy i patrzę na księżyc...piękny prawda? -PRZESTAŃ!-ryknęłam ale on tylko utkwil jeszcze bardziej we mnie wzrok-Przestań opowiadać pierdoły i gadaj o co tu chodzi!! -Przeciez to ty mnie wyrzuciłaś-uśmiechnął się. -Co...? No tak ale...-zawsze kiedy tak robi zmianiam swój ton na łagodny!GRR!-ale...co tutaj robisz?? -Mowię.Przychodzę patrzeć na was.I na księżyc.Jest wyjątkowo piękny dziś. -Odbiło ci już zupełnie! Tak jak kiedyś! -Ja bardzo bym chciał aby było tak jak kiedyś-westchnął. -Tak jak...kiedyś? Na tej wsi? Znów mnie zignorował!!! -To były takie piękne chwile... -Posłuchaj KOLEŚ! Przestań mnie ignorować dobra bo tego nie znosże!! -Ależ ja cie nie ignoruję-usiadł na płocie w świetle księżyca-ja tylko odpowiadam.Lecz tak chciałbym się cofnąć w czasie do tych przecudownych chwil... -Cudownych??-jak on może???-Wolka o życie według ciebie jest cudowna?? Zeskoczył z płota i usiadł naprzeciwko mnie.Patrzył mi w oczy (ja zaraz wykorkuje!!!!!) -Nie...jak byliśmy razem.I te przygody. Coś tu jest zupełnie nie tak! -Co?? Powiedziałeś że nie chciałbyś już do tego wracać! Zyć tak jak teraz! -Ciii...-uciszył mnie! Nie no tego już za wiele!!!-ale...czy ty nie tęsknisz do tych chwil? Teraz kiedy mnie wyrzuciłaś wszystko jest bez znaczenia oprócz wspomnień.Chodź...pójdziemy tak jak kiedyś... Uśmiechnął się i przybliżył.Boshe co ja mam robić???? -Ale...ja nie chciałam po prostu...NIE CIERPIE JAK MNIE SIE OKLAMUJE!-odskoczyłam od niego-KUMASZ??? -To wszystko przez nich...oni mi kazali...-wyszeptał. Nagle zrobiło mi się go żal.Dlaczego go wyrzuciłam?? Przecież ja...ja go kocham...tylko że nie znoszę kiedy mnie się oszukuje...tego jedynego...i na dodatek własny mąż mnie okłamuje... -Jesteś moim mężem!-wyrzuciłam-Nie WOLNO ci mnie okłamywać!! -Ty też jesteś skazana na tych z góry.Kazali ci porozumiec się z panią i zrobiłaś to.Więc...widzisz. Kurde.On ma racje.Oni też mu kazali i mi...nam...mi i Boofi...więc wobec niego postąpiłam niesprawiedliwie...och jaka ja głupia jestem... -Więc chodź Bono...chodź do mnie i ze mną...przeżyjemy to znów... Zgodzę się.Zgadzam się...chcę jeszcze jeden raz...chcę mieć tą dawkę adrenaliny...tak... -Dobrze...pójdę... Uśmiechnął się szeroko i zmarszczył brwi.Zbliżyłam się do niego...i...wtedy...ktos zaczął krzyczeć: Bono! Bono! Nie rób tego! To oszustwo!! NIE ROB TEGO! Nagle Redi zaczął się przemieniać w jakąś maszkarę.Krzyknęłam i chciałam uciekać ale on złapał mnie jakby chciał mnie przytulić i zaczął dusić...oplótł mnie jakimiś zielonymi linami...śmiał się jak opętany... Spadłam z łóżka.Byłam cała mokra i wszystko mnie bolało.To...to było takie..realne... Nagle otwierają się drzwi i wchodzi pani z kulą Boofi w ręku.Rybka patrzy na mnie przestraszonymi oczami i mówi: -Mają cię. fish-love-cats 2004-08-18 12:11:17 skomentuj (1) Diary Bona-zmartwychwstanie 11.07.04. Wracam do domu...leje coraz bardziej...a...a może tylko mi się przyśniła Boofi i Rebel? No nie wiem... Tylko co zrobimy jak przyjdzie ta dziwka od Vincenta? Co pani ją zastrzeli Matko...co za porąbane... Boże jak leje deszcz.Nigdy w życiu nie widziałam takiej powodzi! Chyba od dwudziestu lat już tego nie grali...matko...chyba chmury płaczą za Boofi i Rebel... -Zabraliście mi ich!-krzyknęłam w niebo-szmaty! -A żebyś wiedziała!-zagrzmiało coś wokoło mnie. -Ech...już wszystko jest możliwe... Jak szybko doszłam! Swiecą się światła w caaalutkim domu.Czyżby ta...($()( już była =D? Trzeba to zrobić.Stane w drzwiach a...Boofi i Rebel ożyją? Wiecie co? To nei ma sensu.To jest beznadziejne.Nie wierze w to.To nie na rozum kota. Podchodze,jestem coraz blizej drzwi...gdy same się otwierają.Wskakuje do środka i wypinam pierś (czyżby wokół mnie była jakaś poświata??).Babka od Vinca (jest i ON NIE!!!!) gapi sie na mnie z wytrzeszczem i wpół otwartymi ustami.Pani tak samo.Stoimy tak z dziesięć minut (już boli mnie klata!)...ech ale nudy...no to ja się odzywam LUDZKIM głosem: -Siemano! Vincentowa rąbnęła o podłoge Vincent mruknął coś w rodzaju: "złamała przyżeczenie" i "jednak ona zyje...efff". Okazało się jednak iż ona WCALE nie zemdlała! Podniosła się prędko i wskazała na mnie parasolem (zaraz mnei on dotknie! Zaraz mnie DOTKNIE!!) -A więc to tak!-zaskrzeczała i wypuściła worek w którym...były moje dzieci!!-Głupia kretynko uważasz ze kot może się ciebie posłuchać?? Zaraz ja pokażę TEJ DZIWCE!!!! Ale chwila...coś się świeci..blask bije od pudełek w którym spoczywają Rebi i Boofi...i to światło jest tak oślepiające że bolą oczy.... Poczułam że już zgasło.Otworzyłam oczy co uczynili wszyscy. -CO??? CO TU JEST GRANE??? Rebel i...i Boofi..staneli (a właściwie Rebi) jak gdyby nigdy nic! OZYLI!! AAAA TO NIE MOZLIWE!!!!! Chciałam podbiec do nich (juz sie rozbeczałam =P) usciskać ale ta...flądra zagrodziłą mi drogę. -Co tu jest grane??-powtórzyła-Przecież on nie ŻYJE!!! NIE ZYJE!!! CO TU JEST GRANE??? Pani zaczęła się osuwać po ścianie (oczywiście w dół!) i widziałam jak łzy jej lecą.Ale...Boofi! Bez wody?? Nie!! Nie wiem jak to się stało.Chwyciłam wiadro i trzepnęłam tą dziwe w łeb.Przewróciła sie i chyba zemdlała =D! Vincent chciał uciekać ale tym razem ja zagrodziłam mu droge.Wiem że bez swojej paniusi jest nic nie wartym śmieciem. Uśmiechnęłam się i zaczęłam szybko unosić i opuszczać brwi.Nadal miałam w żebach widro (za ucho =D).Trzepnęłam i jego. -Boofi! Rebi!! Rzuciłam się na nich i płakałam płakałam płakałam. -Bono-wyszeptala Boofi =D-udusisz mnie...znów! Już ją niose do kuli! Szybko szybko...już...nie mogę w to uwierzyć...oni...zmartwychwstali a ja...to znaczy...tak normalnie jest... Z dołu wyszedł..REDI! Moje kochane słonko!! Miał zabandażowaną łapę (chyba też sobie złamał!) i sklejony czymś bok.Ukłonił mi się z usmiechem lekko. -Boże Redi!-(płacz =P) Pobiegłam do niego. -Co ci się stąło w łape? -No cóż...-uśmiechnął się szeroko-chyba złamałem jeszcze łapę...zatłukę Rebel... Uśmiechnęłam się i kolejne łzy spłyneły...Jezu...moje życie jest jakimś błogosławieństwem...odzyskałam dziecko i przyjaciółkę...Boże dzięki Ci! Wróciłam do korytarza.Pani nadal wpatrywała się w Rebel a Rebel w nią. -Redi...-odezwąłam się cicho-wiesz że...co nas spotkało? Możemy rozmawiać z naszą panią! -Wiem kochanie...wiedziałem jeszcze przed tym jak was spotkałem...otrzymałem dar...od samego Nieba.Przepraszam że musiałem troszkę was...oszukać. Boofi mi tego nie mówiła!Spojrzałam na niego... -Co...? Jak to?? Jak mogłeś...? Nie wiem co mi się stalo...nagle stał się dla mnie nie męzem a zupełnie obccym kotem... -Musiałem...słonko...Bono...musiałem... -Wykorzystliście nas!-krzyknęłam-Robicie sobie z nami co chcecie! My też zyjemy! JAK tak możecie??? Płacz płacz płacz.W końcu zapłaczę się na śmierć.I to niedługo. -Dlatego wszystko o mnie wiedziałeś! DLATEGO! Wcale nie umiesz widzieć! Wcale nie jesteś lepszy od persów i innych rasowych! Po prrostu wszystko ci powiedzieli z Nieba! WSZYSTKO! Redi chyba sie wkurzyl =D.I dobrze! -A nie pamiętasz-ostry ton oj ostry =P-jak czytałem w twoich myślach? Tak ty to nazywałaś ale... -Ale-przerwałam mu szybko-otrzymywałeś od nich wiadomości! Może i jesteś filozofem ale nie umiesz czytac w myslach!! NIE UMIESZ!! Dlaczego w tej chwili najwazniejsze bylo jasnowidzenie? A dlatego ze nas oszukal.To jest moj mąż ma ze mną dzieci a nie powiedział mi prawdy! Jak on mógł??? -Bono...zrozum...są wyżsi i ci niżsi... -Tak ty jesteś wysoki a ja niska!-jak on może...-Nienawidzę cie! WYNOS SIE STAD!!! WYNOS!!!! O kurcze.Co ja zrobiłam...on jest chory...a wiem ze jest na tyle dumnym kotem ze pojdzie sobie... -Zabieram Rebel-powiedział prosto i bez ogródek. -Słucham?? Co?? -Zabieram naszego syna Bono! Rebeliana! -Nie cierpie tego imienia!-stracilam panowanie.Teraz juz nie wiadomo co bedzie-NIE CIERPIE! Rebel i koniec!! Uparłeś się zeby dac mu takie świnstwo! -Jak każdy w naszej rodzinie ma długie i nieco dziwne imię-odparł już spokojnie tonem "spw".Wiedział że wyprowadza mnie ten ton! -Taaak np. ty!-rzucałam slowa na wiatr. -A zebys wiedziała.Moje pełne imię to Redinald.Co dzień nowa ciekawostka nie?-zaśmiał się. -Jesteś moim mężem i nawet nei wiem jak masz na imię?? Nie no ludzie! NIE NAWIDZIE CIE!!! Co teraz będzie? Odwróciłam się od niego i poszłam do pani.Nadal wpatrywali się w siebie-Rebel i ona. -Proszę pani...-odezwałam się już spokojniej ludzkim głosem-powiem pani wszystko...co i jak...wszystko...o tym zmartwychwstaniu i o tym...dlaczego i jak umiemy mówić... Pani zapłakała i przyciągnęła mnie do siebie.Redi obrzucił mnie dziwnym spojrzeniem.Już go (więcej) nie zobaczyłam. fish-love-cats 2004-08-02 12:42:49 skomentuj (6) Diary Bona-wszystko się rozpada.... 10.07.04 Odeszłam już baardzo daleko...deszcz leje...tak jak nie padał od dwóch tygodni...wichura że hoho...zmagam się z nim bezskutecznie.W końcu każdy musi się poddać. Upadłam.Wiatr targał mi futro (kurde nie lubię poezji =P) i deszcz lał coraz bardziej...zimno...a ja nie mam siły.Nie ide dalej. Nagle widze światło...ale nie ziemskie światło...ajkieś inne...tam gdzie ono świeci nie pada deszcz...sprytne...i widzę...wyłaniają się się dwie nieco przezroczyste postacie...jedna taka sobie na wielkość a druga maluteńka...lekki pomarańczowy...B..B..Boofi??? Wstałam natychmiast.Nie nie wierzę.Przyszli mnie nawiedzać? Zaraz chwila...nie nie nie...śnię i tyle...Bono idiotko jesteś naprawdę porąbana... -Mama? -Bona... Znów rozpłakałam się jak bobas.Biegłam chciałam przytulić moje dziecko Rebel...ale nagle spostrzegłam że już dawno ich minęłam.To jednak jawa..? Oni są...duchami?? -Przyszliście mnie nawiedzać??-krztusiłam się łzami...kurcze żeby być taką porąbaną kretynką...zamiast sie cieszyc to...taki text... -Bono oszalałaś??-Boofi podleciała! do mnie-musimy ci cos powiedzieć... -Nie chcę wracać!-wpadł jej w słowo Rebi. -Synku...musisz...zaraz! Jak to-wrócić?? Byłam zaskoczona.Powinnam...nei wiem ponikować czy coś ale ja stałam i gapiłam się Boofi. -Bono...nawet nei wiesz co oni z nami wyrabiają tam na górze! Rebel fruwał sobie wokół światła a Boofi podleciała do mnie i opowiedziała wszysciutko.Byłam zła. -Jak to?? Przecież...przecież to zakłóci naturalny porządek! Co ONI wyrabiają??? -Mówią że to bedzie na porządku dziennym...ale to absurd.Ja bym im się tam sprzeciwstawiła. -Boże Boofi...-byłam...nie mogę nawet tego określić...zdruzgotana...-dotychczas byłliśmy najnormalniejszą rodziną.Ale ja...zdradziłam jednak prawo zwierząt.Gadałam z panią. -Wiem Bono...na górze wszyscy wszystko wiedzą...a propos ostatni raz całowałaś się z Redim przedwczororaj?? Chyba wróciła stara dobra Boofi.Gdybym była w nastroju rzuciłabym parę nieprzyjemnych słów ale teraz rozbeczałam się ponownie.To były łzy szczęścia. -Boofi...mamy przyzwyczajać ludzi do tego że są równe z nimi? Dla mnei to głupota...graliśmy do tej pory komedie i bylo ok a teraz? -Mój brat-ciągnęła-mówił że nie od razu wszystkie zwierzęta pokażą swoją inteligencję...ale powoli.My mamy im tą wiadomość przekazać...ale przyznaję że to głupota.Niby dlaczego przodkowie nas zaatakowali?? Bo złamałyśmy prawo zwierząt! A okazuje sie ze wcale nie.Dla mnie to...idiotyczne. Zmieniłam temat.Nimi zajmiemy się później. -Kiedy wracasz?-zapytałam prosto z mostu =D. -Jak minie noc...posłuchaj Bono....nie jesteśmy tu do końca legalnie i wiesz...z Rebel pogadasz jak wrócimy...a na razie...off wole nei myslec co z nas zostanie jak by nakryli nielegalny kontakt z ŻYWYMI...heheh...Aha i ty też musisz tam być.Zajmniemy się to porąbaną babeczką od Vincenta...mój brat obiecał iż oni wszyscy porzałują tego dnia w którym chcieli cie wykorzystać i...kiedy zabili nas.Ożyjemy na jej oczach! Troszkę to przerażające.To wracam powoli do domeczku...wkurza mnie tylko iż ci z góry rozwalili cały nasz świat...a ja nie pamiętam abym mówiła kiedys Boofi że ja i ona jesteśmy wybrane...uznali że jednak żadna z nas tego nie powinna wiedzieć...idioci. -ja nie chcę wracać z Boofi-mój synek miał taki sam nieco przestraszony głosik...ale...on nie chce wracać?? -NAWET NIE MA MOWY-ryknęłam-WRACASZ RAZEM Z BOOFI! Boofi uśmiechnęła się lekko i znów spojrzała na Rebel. -Mamo tu można latać!-oznajmił jakbym zupełnie tego nie widziała:/-a na ziemi jest do dupy... -Jak ty się wyrażasz??? -No co mamo? A czy ty tak nie mówiłaś razem z Boofi?? Gdyby Boofi nei była pomarańczowa dałabym głowę iż dostała rumieńców.Ale Rebel...jak on tak w ogóle może???!! -A niby skąd to wiesz??? Ojciec ci powiedział???? -A skąd-Rebel w ogóle nie zdawał sobie sprawy z sytuacji jaka zaistniała...dla niego to jakaś zabawa czy jak???-Boofi użyczyłą mi swojego pamiętniczka... -Kłamiesz-krzyknęła-ukradłeś mi!!! -Oh bo mogę zapomnieć o umowie... A mi się zdaje ze zapomnieli iż...jeszcze nei żyją. -Mam to gdzieś i tak nie żyję a ty nie wracasz nie??? Uff Rebi chciał tylko pokazać swoją dzielność...chyba.Punkt dla Boofi =D. -Jezu Chryste wracam. -No.To pamiętaj Bono o...nas. O umowie.Jakbym mogła zapomnieć...w mojej głowie kompletna pustka więc zapamiętam to bez trudu. Nagle znikło światło zniknęli oni.Mruknęłam cicho: -Powodzenia. fish-love-cats 2004-07-31 13:10:43 skomentuj (6) Diary BOOFI!-Boję się.... Spójrzcie w górę...zobaczysz ich tam...tam wszyscy są co odeszli z tej Ziemi...nana... Nie wiem jaka data chyba 10.07.04...nie mam pojęcia...ja...nie żyję...umarłam...nie mogę w to uwierzyć...i już nigdy nei zobaczę...Bony...ani kotków...a tak narzekałam...moj Boże...jesteś już tak blisko Boże...ale to jeszcze nie mój czas prawda? A może...? Ale dopiero Bonę zobacze jak ona umrze Redi i kotki? Nie...och Boże...tak mi smutno... Tylko gdy umarłam przeleciałam przez tunel w stronę światla...nie wyobrażałam sobie nigdy przejścia na drugą stronę...przeleciałam i znalazłam sie pośród chmur.Przywitało mnei moje rodzeństwo...na początku byłam szczęśliwa...okropnie...powiedzieli iż moja mama wciąż żyje i sie dziwia ze ja nie.A ja zdziwiłam się jeszcze bardziej gdy mój brat powiedział: -Oczywiście! ty nie mogłaś umrzeć! Ty byłaś wybrana! -Niby do czego?-zapytałam -Nic dziwnego że ty nic nei wiesz.Tu w Niebie wszyscy wszystko wiedzą.Ale o twojej śmierci NIKT nie wiedział.Ty powinnaś właśnie żyć najdłużej ze wszystkich ryb świata.Jakieś...trzydzieści lat albo więcej. Zamurowało mnie całkowicie.Nawet nie zauważyłam iż nie potrzebuję już wody.Teraz mogę lataać... -Nie-taka była moja reakcja =P. -Tak-odparł mój brat spokojnie-ja wiem że NIE WIESZ wszystkiego.Więc ci opowiem. Zanosiło się na superowe wyjaśnienia =D! -Bona ma dwa lata,wiesz o tym?-zapytał. -Jesteśmy...przyjaciółkami ale nie miałyśmy czasu pogadać...nei wiedziałam. -Aha.No więc dwa lata temu,Bona została wybrana to pelnienia ważnej misji.Miała znacznie zmienić ziwerzęcy świat...na lepszy. -Przez kogo?-przerwałam szybko.Zawsze byłam bezczela =D. -Boofi...przez najwyższego szefa zwierząt.Nie Boga.Nie wolno nam.Nie.Nikt Go nie widział i zwierzętami zajmuje sie szef.I jak postanowił tak postanowił.Lecz jak miala jedna kociczka,bez nikogo przygarnięta przez człowieka o naprawdę wielkim sercu... Eee? O czym on gada?? -...sama sobie poradzić z tym zadaniem? Tak więc szef wybrał także ciebie.Ryba i kot?? To nie w porządku.Były więc większe i to o 100% większe iż caly świat będzie o was wiedział...już widzieli...w gazetach pisali...pamiętasz chyba? Wkrótce dla ludzi będzie to normalne.Zwierzęta staną się może nawet politykami... Czy on coś brał??? Kto uwierzy w takie głupoty??? Już sobie wyobrażam...Na miejscu Busha usiądzie np. ryba w akwarium...przecież to śmieszne! -Oszalałeś-powiedziałam prosto z mostu i porkęciłam głową-nie można zakłócać porządku świata...nie...odbiło wam kompletnie.Przecież to absurd! -Tak? Właśnie Bona to zrobiła.ROZMAWIAŁA z twoją panią.I co? Takie coś będzie na porządku dziennym mówię ci.Dlatego zmienicie to. W mojej głowie przeleciała szaleńcza myśl.Wrócę na ziemie...powiem Bonie co oni tam wyrabiają bez naszej wiedzy...i chcą zakłócić porządek świata który tak długo był układany...nie to sie nie miesci w glowie...nie ja tego w życiu nei zrobię... -Niby dlaczego?-oburzyłam się-DLACZEGO? Czy tak jak teraz nie jest w porządku??? Pani wie-co z tego? Ona jedna i koniec! Mój własny brat tak oszalał... -Dlaczego? A dlaczego ludzie mają uważać ziwerzęta za gorsze... -BO TAK JEST! Wy w ogole nie myślicie! KRETYNI!!! -Daj nam skończyć.Powiedziałem WKRÓTCE.A wiesz ile lat może trwać to wkrótce? Oczywiście nie polecicie na ziemie i nie będziecie gadać z ludzmi...tak myślałaś? -Zaraz.Jak to nie BĘDZIECIE? Przecież ja nie żyję! UMARŁAM! Dociera??? -Jesteś pewna? Chodź. Poleciałam.Gdyby ryby mogły fruwać...ech... -Redi też miał w tym swój udział-ciągnął-przekazywał innym wiadomości prosto z Nieba ale oczywiście nie takie tajne...takie zwykłe...wiesz co miał na myśli kiedy powiedział że umie WIDZIEĆ? Widział nas.Miał wizje.I musi za to cierpieć.COraz więcej takich dachowców jest.Takie koty domowe nigdy nei posiądą tej umiejętności. -A Bona? -Mówiłem że ona jest wybrana.Miała przebłyski.Ty też-uśmiechnął się-czy nie śniło ci się czasem iż jesteś w akwarium i kupuje cie pani? -Przecież to się wydarzyło naprawdę!-co oni z nami wyrabiają?? Co tu się do licha dzieje?? CO ONI ROBIĄ??? -Jesteś pewna?-uśmiechnął się szeroko-Nie.wcale tak nie było.Wcale nie przyszła po ciebie pani i wcale nie chciała cie kupić pod kolor swojego dywanu.To były tylko niebiańskie wizje.Jakbyś chciała wiedzieć to ten dywan jest zółty. O mój Boże.Rzeczywiście. To w takim razie całe moje zycie to wizja?? Bona nigdy nie była moją przyjaciółką? Wcale nie wyleciałam przez okno wtedy? Nigdy nie było tego??? -Posłuchaj Boofi.To co wydarzyło się naprawdę...tak byłaś w tym akwarium i inne ryby,miałaś rodziców...ale pani wcale nie przyszła po karmę i po rybke pod kolor.Przyszła i powiedziała że musi dostać ciebie.Bona podeszła do ciebie i powiedziała że ona też jest wybrana.Tylko że to przedstawiło się wam w inny sposób.Ty pamiętasz kolor dywanu a Bona że była na rękach pani i że ona kupowała karmę...a później obie miałyście wizje jak ona podchodzi do ciebie ale nic ci nei robi.To były przebłyski tamtego wydarzenia.Więc widzisz.Tak naprawdę Bona ani ty nie mogłyście wcześniej nic wiedzieć.Musiałyście działać i tyle.I dlatego postanowiliśmy iż zapomnicie obie o tym jak się spotkałyście.Jak było naprawdę...a wiesz co się naprawde stalo? Zawiozła cię do domu-to pamiętałaś w rzeczywistej postaci-włożyła cie do kuli...i wtedy Bona nie podeszła do ciebie tylko patrzyła się na ciebie z daleka. -Poczekaj-pogubiłam się...-wiec tak.W sklepie Bona powiedziała mi że ja i ona jesteśmy wybrane ale ja i ona pamiętałyśmy to inaczej.Później gdy wrociłyśmy do domu obie miałyśmy przebłyski tego prawdziwego zdarzenia w sklepie tyle że Bona nic nie mówiła.A w rzeczywistości stala i się na mnei gapiła tak? -Tak. -Dlaczego tak to komplikowaliście??? Po co Bona to powiedziała??? -Uznaliśmy iż obie nie możecie tego wiedzieć! Tak więc wymazaliśmy z waszej pamięci spotkanie w sklepie a zostaiwliśmy jedynmie przebłyski.Pozniej orzeklismy iż nie powtórzy się już nic takiego a będziecie już wieść normalne zycie.Nikt nie przypuszczał iż dowiecie się o tym tak szybko...ale ty umarłaś.Gdy wrócisz musisz powiedzieć to Bonei i musicie powoli działać. -JA WROCE???-ja wrócę naprawdę??? O mój kochany... Nagle otworzył się tunel.Mnóstwo światła,mgła i dym.Nagle wyłoniła się nieco przezroczysta postać (zreszta kazdy tu taki jest) i glos w oddali powiedział: -Rebelian. Rebelian Rebel...REBEL??? SYN BONY??? ON TEŻ UMARŁ??? NIE!! JA WCALE TEGO NEI CHCIAŁAM! NIEEEEE! -Boofi?-miał lekko przestrasozny glos i rozejrzał się dookoła. Teraz coś pamiętam.te niebieskie oczy ktore widziałam...to....oczy Bony.Ona była cała we krwi i biegła za tym...idiotą...a ja machinalnie wyskoczyłam...walnął mnie ręką i koniec...już po mnie było... -Mój Boże Rebel! Jak to... Jak to dziecko nie wiedział co się dzieje.Ale był bardzo inteligentny. -Ja..my...my nie żyjemy?? Przeleciał mi nad głową.Ku mojemu zdziwieniu miał zadowoloną minę. -Tak Rebi ale... -Posłuchaj Boofi-odezwał się jeszcze mój brat-to jest syn Bony...on też ma jej krew-czułam że przypomina mi sie ten poj...Vincent...-i też w pewnym sensie do tego należy.Tak jak cały wasz dom Boofi.I gwarantuje choć to nei miało nigdy miejsca,iż wrócicie z powrotem. Otworzyłam szeroko usta jak ryba bez wody =D.Nie wierzyłam. -Moglibyscie dać mi lepszą postać.W tej trudno się poruszać. -I o to chodzi Boofi...ryba i kot...a jakby był pies to juz nie to samo...ale będzie ci łatwiej ci sie ruszać.Zobaczysz.Aha i wracasz jutro.Zrobicie tej starej wiedzmie od Vincenta niespodzianke =D. Uśmiechnęłam się lekko.Rebel nadal fruwał i powiedział cicho: -Nie chcę wracać. fish-love-cats 2004-07-24 21:26:33 skomentuj (4) Diary Bona-NIE!!! MOJE ŻYCIE JEST PIĘKNE!!! TO NIEPRAWDA!!!! NIEEE!!!!! 10.07.04....Kochany Boże...co ja teraz zrobię...Boże...zalewam się łzami...duszę się...i to wszystko moja wina...TO MOJA WINA!!! MOJA WINA!!! Wpadł jakiś czarny facet od naszego pokoju...Boże...nie!!! NIE ZABIERAJ MI ICH!!! NIE!! Jezu kochany oddaj mi go...oddaj...wpadł ten facet zabrał wszystkie kociaczki i...nie...to tylko koszmar...NIE! NEICH MI KTOKOLWIEK POMOŻE! ZABIJCIE MNIE!!! REDI POMÓŻ I MNEI ZABIJ...ZROBCIE COKOLWIEK...błagam...i zabrał je...Rebel mu się stawiał więc...więc...ja NIC nie zrobiłam...Redi...niee!!!!!! BOZE ZABIERZ MNIE DO NICH,ZABIERZ!!! ZABIŁ GO!!! ZABIL MOJEGO SYNKA!!! KOPNAL GO I JUZ!!!! Redi skoczył na tego...Boże w życiu go takiego nie widziałam...krew się lała...wszędzie...Redi też dostał kopa ale tylko jedno złamane żebro i nic mu nie będzie...ale REBELIAN TO MLODY KOT...i...już skończyło się jego dzielne życie...NIE TO KOSZMAR....Matko Boska...przebudzcie mnie z niego błagam...nie... Potem poszłam za tym POPIER..... CH... i najgrszym palantem i szkoda słów i zobaczyłam jak Boofi...rzuciła sie na niegoa on jednym pstryknięciem....zwalił ją na podłogę...oddychała z dwie sekundy i...KONIEC!!! DLACZEGO MOJE ZYCIE TAK SIĘ KOŃCZY??? DLACZEGO ZGINĘŁA MOJA UKOCHANA SIOSTRA I MOJE DZIECKO??? DLACZEGO??? PRZEZ MOJA GLUPOTE!!!! Boże błagam oddaj mi ich a zabierz mnie! Tak! Zabierz mnie tam...ja chcę umrzeć za nich! Nie oni za mnie! Nie moje dziecko! NIE!!! Pozniej wstała pani.Położyła ich w pudełkach,usiadła i...dusiła się łzami.W życiu nie widziałam czlowieka a szczególnie pani która mnie od dziecka wychowała żeby płakała jak bobas.Ja jako matka i...siostra mojej najkochańszej siostrzyczki to co innego...ale pani jest z nami.To nasza rodzina...i to moja wina że Boofi nie żyje.I że...Rebel....Boże kochany...Dlaczego nie Kormazyn?? Dlaczego nie...ja??? Siedzę razem z panią i Redim i płaczemy...jakby w nadziei te łzy miały ich ożywić... Do okien schodzą się inni...inne koty i psy nawet...patrzą na nas jak na oświecenie...co jest? Nawet Rudy i..i...Kormazyn...ale Vincenta...jak go zobaczę zabiję.Tak po prostu go zabiję.Będę patrzyła jak się dusi jak krew się z niego leje...i będę się śmiała...tak...zrobię to...na pewno...nawet jeżeli umrę...to spotkam się z moja najukochańszą Boofi i z Rebi...z moim synkiem...oni oboje są za doskonali aby odchodzić z Ziemi...nie...nie...NIE! Nagle Redi odchodzi cały mokry i woła mnie. -JA CHCE ICH OPLAKIWAC DALEJ! CALE ZYCIE CHCE! Redi ze złamanym żebrem przewrócił się. -O Boże...Redi...REDI!! TY MNIE NIE ZOSTAWISZ JUŻ! NIE! Zobaczyłam przy nim krew.Nie...on nie umrze...nie...nie moja miłość!!! Zaczęłam miałczeć do pani.Pani natychmiast była u boku Rediego. -Dzwonię do weterynarza.NATYCHMIAST! Dom był cmentarzem.Koty i psy uważnie obserwowały każdy nasz ruch.Tak,bo prawdziwe piekło jest na Ziemi...może Boofi ma lepiej i..Rebel? Znaleźli ukojenie? Heh...Boofi już może sobie latać...nie musi być w wodzie... Rozpłakałam się.Tym razem łzy lały się ze mnie coraz bardziej.Przypomniały mi się duchy przodków...jak...Boofi byla na krawędzi śmierci...a ja...powinnam umrzeć...czemu tak się nie stało? Wtedy oddałabym za nią życie i nic takiego by się nie wydarzyło gdyby mnie nie bylo. Widzę...Redi leży obok mnie. -Co mi chciałeś powiedzieć?-załkałam. -Że ja wiem-chlustnął krwią. O mój Najukochańszy Boże! -Redi nic nie mów! Zaraz przyjedzie lekarz i wyzdrowiejesz! -Nie!-krzyknął natychmiast gdy skonczylam mówić-nie...ech...nie.Umrę i ich sprowadzę...ech... Coraz więcej krwi.Czuję że zaraz zwymiotuje. -Przecież to absurd Redi! Leż spokojne blagam! -Oni wrócą zobaczych...ech...wy obie jesteście o tego...ech...wybrane... Jakby co to te ech to kaszlnięcie =P. -Co...? Zadzwonił telefon.Pani odebrała natychmiast. -Halo? -Witaj Janinko-odezwał się cichy głos. Tak! To za pop... piz....!!! Na pewno! GLUPIA SZMATA!!! JEST ZADOWOLONA?? JA TEEEEZ ZABIJE!!!!!!!!! -To ty Margaret?-prychnęła pani.Dobrze wiedizała że to ona. Ta suka zdaje się,była szczęśliwa że hoho! Wszystko co mowila mowila z triumfem.Wyczuwam to. Ale gdzie ten weteryniarz??????? -Oczywiście-powedziała cicho i z triumfem oczywiście-zmieniłaś zdanie?-dodała jakby była pewna iż nasza pani wie że porwanie kotków i...śmierć dwóch osób to jej sprawka. -Co do czego?-pani udała że nic nie wie.Niech wyjdzie to z ust tej szmaty...tak... -Niby nie wiesz co? No cóż...oddamy ci koty jak tylko Bona urodzi Vincentowi dzieci. -CO???-pani zapewne myślała że ja jestem juzz nim w ciąży...EJ! PRZECIEZ TO GLUPIE!! -Jutro przwiozę Vincenta i sprawa zalatwiona-wyjasnila nadal i zawsze z triumfem. -Wiesz...jest jeden problem-pani coś wymyśliła..oby... -Niby jaki?-prychnela. -Bo wiesz przed sobą mam numer na policję. -Tak? A ja przed sobą mam twoje koty.I jak tylko zadzwonisz,usłyszysz łamanie kości. -NIE!!-krzyknęłam. Pani nie odwróciła się a ja powiedzialam to LUDZKIM glosem.Pewnie uznała to za przeslyszenie. -No ale...jest jeszcze jeden problem. Ta...szkoda slow...zachichotała. -No mów! CIEKAWE! -Twoj *;;'&^O&(*(*T-ale jezyk!!!-zabił jednego z kotków i rybkę. -Rybkę kupisz sobie nową-czułam że zaraz ja zagryze-a...doprawdy? Tego kocura małego? Po co ci taki obrzydliwy dachowiec Janinko? Co prawda ma krew szlachecką bo z Bony,ale więcej tego obrzydliwego kocura! A te dwa są muszę przyznać-śliczne.W ogole do ojca nie podobne i mają może z dwie krople jego krwi. -Skoro tak cie obchodzi krew-pani otworzyla drzwi weteryniarzowi.Uleczy kochanego Rediego... -To? -To muszę ci powiedzieć o tym problemie.ten twoj...tamten co mowilam,zabil nie tylko ich-zobaczylam jak lzy tocza sie po twarzy pani.Kto by sie jakims lekarzem przejmowal!-ale i...BONĘ. O rany! Nareszcie mnie zabije! Boże najukochanszy juz zobacze zaraz ich wszystkich...mamę też... -Co..?-już w jej glosie triumfu nei bylo.Był strach-zabiłeś ją????-zwrocila sie do tego...-nie skad!Chyba nie!-uslyszalam jeszcze. -Zabił ją i nie ma już niczego.Oddaj mi koty. -Nie...to niemożliwe! On nie mógł... Usłyszałam miałczenie moich dzieci.Mówi że to niemozliwe...ze mama nie mogla... -Tak.Nie mamy o czym już rozmawiać. -Przyjadę i sama zobaczę! A sprobuj tylko na gliny zadzwonic! To ostrzegam! ZABIJE JE! -Po co ci one jak Bony juz nie ma? -Nie wierzę ci Janinko.Umiesz tak klamac ze przechodzi pojecie. -A jeśli naprawdę? Milczala.Przestraszyla sie na dobre. -Wtedy oddam ci te koty. -A za smierc? -Oddam ci te kocury i wiecej mnie nie zobaczysz!-krzyknela i rzucila sluchawke. -Musisz uciekać-powiedziała do mnie bez ogródek. -Proszę pani-weterynarz wytlumaczyl pani co i jak.Wiedziałam ze teraz jestem gotowa to zrobić. Poszedł sobie a Redi wyzdrowieje. Pomyślałam chwilke.Pani jakby wiedziała ze jej odpowiem ze jestem taka sama jak ona...bo jestem.Wszyskie zwierzaki takie sa.Muszą dla dobra swiata zgrywać komedię.Ale ja jestem już gotowa.Nic mnei już nei obchodzi zy zlamie zasady czy nie. -Wrócę-powiedziałam po ludzku. Pani popatrzyla na mnie jakby widziala nie wpelni normalna postac. -Ty...ty umiesz MOWIC??? -Tak ale obiecaj ze nikomu nie powiesz! My zwierzeta czujemy i myslimy i działamy.Jesteśmy tacy jak ludzie.Pozniej pani wyjasnie.Muszę...uciekne.Tesknie za moimi dziecmi. Zalkalam.Redi zostal a ja wyskoczylam przez okno.Usłyszałam od niego: -Kocham cię. fish-love-cats 2004-07-24 15:26:05 skomentuj (3) Diary Boofi-Dlaczego......... Jest wieczór 9.07.04...było tak nudno że omijam wszelkie wybryki dnia jak wypadanie przez okno,plywanie w ogrodowym basenie,Bona i Redi...och rozpędziłam się za bardzo =D.W każdym razie właśnie pani zabiera mnie do salonu.Bona Redi i dzieci wchodzą do środka i idą do swojego pokoju...doszły mnei słuchy co tam jest teraz w tym pokoju =D.Nowe łóżko dla dzieciaków wstawione i bałagan że hoho! Nasza sprzątaczka zleciała po schodach gdyż potknęła się o zabawkę Rebel i dostała w głowę zegarem...och od tej pory dostaje większą pensję a ja sie dziwie jak mogła być taka głupia i wrócić do nas z powrotem =D=D.No cóż... Wydaje mi się iż wszyscy o mnie zapomnieli.Teraz Bona ma rodzinę wiem...ale...już zapomniała jak to było jeszcze całkiem niedawno? Jak to było z duchami z tym jak się upiła...to wszystko przez te...głupie bachory...KURDE...nie no nie powinnam tak mówić...ale mnei to już naprawdę wkurza...czy już nigdy nie będzie tak jak kiedyś? Czy one musiały się urodzić?? CZY ONA MUSIALA TO ROBIC??? Noc....................... Cały dom pogrążony jest we śnie...oprócz mojej kuli.Gdyby dało się dosięgnąć do tego pilota...jeszcze troszkę...e tam.Nie włączę tego telewizora za nic.Nie dam ra...zaraz! Co to tak skrzypi??? Wyraźnie słyszę skrzypienie...DRZWI!!! CO TO?????? Powoli otwierają się...jakiś facet w czarnym wchodzi...ma worek...zaraz! -BONAAA!! REDI!!! KTOKOLWIEK!!! RATUUUUNKUUUUU!!!!!!!!! Ten zlodziej i debil i w ogole uslyszal tylko bulgotanie na szczęscie.Ale...Bona nic nie usłyszała.Ale...jeżeli chce ją zabrać to usłyszy Redi...albo pani...więc nei ma się czym martwić...PRAWDA??? Widzę niebieskie oczy...o mój Boże... BAM BAM BAM BAM BAM BAM BAM. Leże na podłodze.Umieram.To już koniec.Chyba wyskoczyłam na tego faceta z kuli.Przypłaciłam życiem.Koniec. fish-love-cats 2004-07-24 12:07:58 skomentuj (1) Diary Boofi-przed...plan? 8.07.04 Ech...upał jak jasna cholera...ech Rebel już dobrał mi się do pamiętnika i przeczytał WSZYSTKO! A niech to szlag! To z duchami jak Bona poznała Rediego jak ja i ona zostałyśmy przyjaciółkami...oczywiście później WSZYSCY (mam na myśli dzieci =D) zasypali mnie masą pytań o to i o tamto...eff...jedna dobra strona medalu-dostałam plusa u Rebel który obiecał iż więcej nie przymierzy się do mojej kuli i mnie nei zeżre =D...uuufffff.... Jest 36 C w cieniu...nie mam zielonego pojecia czy w ogóle pojedziemy na jakiekolwiek wakacje...po tym co się z cioteczką Malinowską stalo to wątpie...ale jeszcze zobaczymy...lepsze byloby to niż gotowanie się w domowym ogródku :/...jakieś zimne morze...najlepiej arktyczne...mój wujaszek już więcej nie wrócił z Arktyki (hmm...wrócił ale w kostce lodu)...cóż przynajmniej się ochłodził...ale co tam zobaczymy.Pani ma mnóstwo wolnego czasu (szkoda że ja go nei mam:/).Aktualnie opala się na leżaku i gada do swoich czarnych cyngli (o co chodzi?? To normalne przecie!).Bona leży na kocyky na trawie z Redim a dzieciaki opowiadają sobie najmniejsze szczegóły mojego pamiętnika...eff...nie zdziwiłabym się gdyby poprosili matkę o udostępnienie im swojego diary... -Boję się-wyszeptała Bona (tak się zamyśliłam że nei wiem o co łazi ale domyślam się =D) -Nie ma obawy...przecież pani cie nei da... -Czy ty tego nie rozumiesz??-Bona podniosła ton i wstała (och zaczyna się stara dobra Bona =D). -B...-przerwała mu =D. -Ja oni sobie coś postanowią to będą do tego dążyć! I co ja zrobię co??? Może mi POWIESZ???-raczej wątpie=D.Nie dopuści go do slowa. -Myślę że...-a nie mówiłam??? =P. -Co ja zrobię co?? No MÓW! -Usiłuję Bono!-krzyknął ale delikatnie (rany...) -Jestem zrozpaczona...-myślę że ona wcale nie chce go słyszeć...rany koguta...teraz łka... -BONO!-ryknął w końcu! (Jeaa!=D)Pani odwróciła się w ich kierunku upuszczajac cyngle które porwał Rebel a Will i Rosa zastygli wpatrując się w ojca.Ale...nieźle Redi... -Posłuchaj! Myślę że powinnaś być cały czas przy niej! Przy pani.Razem z dziećmi.Gdy ktoś wchodzi do domu to poprostu chowaj się razem...nie teraz Rebel nie...NIE TERAZ! Razem z dziećmi gdziekolwiek...najlepiej do...REBEL!!! Do naszego pokoju...i zaszyć się gdzieś...aby te zbiry...REBEL PROSISZ SIĘ SAM O!!! Cie nei dostrzegły Bono...CZEGO REBEL??? NIE WIDZISZ ZE ROZMAWIAM Z MATKĄ???? Wow! Nawet nei wiedziałam iż Redi może tak wybuchnąć! Och ma coś z żonki=D... -Tato...Will zabrała te czarne okulary...o tam... -O mój jedyny... Hehe....z nimi nie można isę nudzić! Choć powiem ze ja już...się nudzę=P.Wszyscy o mnei zapomnieli chyba...miło było uciekać przed Rebel po kuli...a teraz...no cóz...efff... Plan Rediego niby prosty a może się udać.Już ja sama bym na to wpadła! PHI! Co to trudnego? Ale to też ma słabe punkty.Redi myśli że tak łatwo jest zebrać trójkę rozbrykanych maluchów ciągle przy sobie? WĄTPIE.To się nie uda.Powinnam im powiedzieć...jakis inny plan...ale jaki?... -Eee...Redi?-czemu ja się waham??? RANY -Boofi? -Wiesz...ee...no tego-co mi jest??-Rany KOTA nie podoba mi się twój plan i tyle! O kurcze...moze za ostro...niech tylko nei zacznie mowic tonem SPW! -No cóż...-przy Bonie się trochę zmienił ale...MOWI TYM TONEEEM!! ARGGGGHHHH!!!!-uważasz że Bona nie da rady ukryć dzieci tak? Eff...przyzwyczaiłam się do czytania w myślach przez niego =P....no...moze nei do konca... -No mniej więcej. -Wiem...-o!!-ale...co poradzić? W każdej chwili mogą sie włamać i zabrać dzieci albo Bonę.Będę czuwał na tyle ile się da...to moja rodzina. Kiwnęłam głową.Pani dolała mi wody do kuli gdyż paruje...posiedzimy tu jeszcze do wieczorka a potem lulu...ech...mam jakieś palone przeczucia...TO ZNACZY, DZIWNE...czy Vincent i jego ladacznica się poddali? No cóż Bona zna ich dłużej i możliwe iż sprobują zmusić ją do...hmm...no sami wiecie czego...=P. fish-love-cats 2004-07-17 12:01:31 skomentuj (1) Diary Bona-Vincent..... 7.07 Kurde ale mam teraz na głowie:P:P! Dosłownie i w przenosni:D.Dziś Rebel skoczył mi na glowe i wyleciałam przez okno Will stłukł wazon a pani tlyko sie smiała:D:D.Cudowne teraz zycie mamy! Ech tak sie balam ze...Redi juz nei wroci po tym co powiedziałam...ale jednak...mile rozczaranie! Mogłam się domyślić że jeśli on naprawdę mnie kocha-wróci... Nagle dzwonek do drzwi.Na pewno ktoś fajny...heh dziś wszystko ma być w porządku! -Janina...? Och moja droga nareszcie,nareszcie... CO??? ONA TU!!! NIE BLAGAM NEICH TU NEI BEDZIE...... -Oto Vincent Janinko mój kotek ale ty wwiesz prawda? Hahaha! NIE NIE!!! TYLK ONEI ON BLAGAM NIE ON! ON WSZYSTKO ZEPSUJE! ![]() On jest ładny tak ale to Narcyz bez serca... Próbowałam się uśmiechać.Nie wiem nawet po co.Z rozpacza przyglądałam sie pani. -Tak Janinko na pewno się zgodzisz na moja oferte i to za tyle pieniędzy...nie zebys ich nie miala prawda,ale wiesz...to bardzo ladna sumka... Tak samo jak ta podła kobieta.Ona tylko udaje taką.Zaraz wiem co się stanie gdy pani odmowi cokolwiek ona by jej oferowała.To na pewno bedzie coś z Vincentem... -Cześć Bono-odezwał sie on:P:P:P...nie..... -Cześć Vinci...-powiedziałam i zainteresowałam się nadgryzionymi ciasteczkami (przez Rebel:P) na stole. -No tego...-zaczelam(po co???)-jak tam twoje laski...to znaczy jak zycie?:D. -Cudownie Bono...a ter posłuchaj co mówi moja kochana pani... -I właśnei oferuję ci...aby...Vincent i Bona-wiedziałam co powie wiem wiedziąłam!!!!-mieli razem...potomstwo... -NIE!-krzyknęłam. -Och o co chodzi Bono czego miałczysz?-odezwała sie ta podła...$*&@$^#!!! Zmrużyłam oczy. -Na pewno się ucieszysz biorąc pod uwagę okolicznosci... -Tak?-prychnęłam. -Przecież ty...kiedyś... -Kiedys!-krzyknęłam.Boshe tylko nie Redi...żeby nie usłyszał...moze to zrozumie...ale lepiej nei ryzykować...-ale nie zwracałeś na mnie uwagi!Może daawno temu gdy ja nie...hm..zakochałam się w tobie! Ale potem ty miałes inna i już! A teraz juz ciebie nie potrzebuje.. -Och Bono-odezwal sie a jaego glos brzmial wyniosle i zarozumiale (nei tak jak u Rediego nie!)-wtedy musiałem...wiesz jak to jest... -I teraz też musisz? Spadaj nie piszę się na coś takiego... Zaśmiał się ten...osioł...nei to obraza dla osłów...ten... -A masz wyjście? Na pewno twoja..ekhem...PANI sie zgodzi i juz... -A ZOBACZYSZ ZE NIE!-rozległ się glos za moimi plecami.To był Redi:D. -Och Bono włamał Ci się do domu jakiś dachowiec! Wyrzuć go!-on sie chyba naprawde nabral dupek jeden... Dopiero gdy wyszli Rebel Will i Rosa ten głąb zrozumiał. -To ty i on...buhahah! A to dobre! Nie rozśmieszaj mnie! Spojrzał po dzieciach. -Ten to taki do mamusi podobny...piękny...a ta taka śliczna...a ty...ty...-tu spojrzał na Rediego...-Bono! Jak możesz zabrudzać swoja czystą krew czymś takim?? -Czymś takim?-warknął Rebel-a ty CZYM jesteś?? -Jaki wyniosły! Zalożę się że tatuś taki sam... Redi zmarszczył brwi. -Nie przykro mi-rozlegl się glos pani! HA! ROWNA KOCHANA BABKA!-nie...ona juz ma kocieta...naprawde zmeczona juz jest...a w ogole nawet gdyby nei miała to nie bardzo dziękuje. Usmiech tej...podlej idiotki spełz z twarzy.Zaraz pokaze jaka jest naprawde! -Ty...ty zartjesz prawda? Janino przeciez Bona i Vincent...byłyby pięne koty! Czystej czyściutkiej krwi! -Tu nei chodzi o krew moja droga.Tu chodzi o rodziców. -SUGERUJESZ ZE VINCENT JEST ZLY?-wybuchnela:/-JAK MOZESZ.... -No cóż nei zmienie zdania.Do widzenia. -I TAK ON BEDZIE MIAL Z NIA KOCIETA I TAK!-wrzeszczała przy progu(diablica) Pani zamknęła drzwi. -Musisz się strzec-powiedziała do mnie. fish-love-cats 2004-06-27 21:23:44 skomentuj (5) Diary Boofi-nowi członkowie:) 4.07.04 Nio jea;D:D:D.Już jest lato wakacje i nowi członkowie rodziny (wiedziałam mam szósty zmysł!!:D:D:D).Bona urodziła trzy superowe kotki (choć nadal zachowuje się jak beztroska nastolatka:D:P).Zaraz dam Wam zdjęcia.No więc.Zaszła w ciąze prawie tydzień po przyjściu Rediego (co za szybkość:P:P) i trzy miesiące późneij urodziła kotki:D.Teraz mają juz miesiąc i gadają a jakie są podobne do rodziców:D...nie no mówie wam...(ale i TAK NEI MACIE PRAWA zaglądać do mojego pamiętnika!!!!)No i teraz dam foteczki (specjalnie Bona zrobiła dla mnei:P) To jest Will:D ![]() Cała mama:D.Oprócz tego że to chłopak:). To jest Rosa:) ![]() Też podobna do Bony tyle że oczka ma jaśniejsze i na wokół ogona ma pręgę taką samą jakie ma Redi tyle że jedną jedyną.I jest bardzo grzeczna (ciekawe po kim to:P) I to jest Rebel:D:D. ![]() Co tu dużo mówić synek tatusia:D.Zachowuje się równie dumnie ale i psoci równie jak Redi.Bo trzeba przyznać że Redi to wcale nie aniołek:P:P.Rebi ma jedynie oczy po mamie:P:P. Nio to teraz juz sobie zapamiętam.Ech Rebel gdy tylko mnei zobaczył po raz pierwszy chciał mnei zjeśc...:P:P...ech będzie z niego cały tatuś i ździebko Bony:).Mam nadzieję iż teraz mnie lubi:P:P:P:P.Ech nio to tyle idziemy cieszyć się słońcem...ech mnie wyniesie pewno pani do ogródka i sobie pogadamy... fish-love-cats 2004-06-21 16:35:15 skomentuj (3) Diary Boofi-nie zdradzę NIC:D:D Dalej ten sam dzien...wiem jak czuje się Bona i nie chce jej się mówić a co dopiero pisać...wesłżyśmy do domu... -BONA??? I...BOOFI??? JAK TO MOŻLIWE AA!!! To wykrzyczała nasza pani.Spojrzałam na nią a ona już trzymała w objęciach Bonę i ścisnęła ją tak że oczy jej wylazły:D. -NIE WIERZE! AAA NIEEE!!!! Upadła jej jakaś gazeta...to to... -Redi...-mruknęła Bona patrząc na zdjęcie smutnymi oczami...paani dosłyszała jedynie "miau". Tak to rzeczywiście był Redi! Z...Z moim pudełkiem...już wiem co tak błyskało wtedy...to...aparat... -WIDZIAŁYŚŚCIE???-wrzeszczała przez łzy i wymachując Bona za ogon-ALE TO NIE TYYY BONO!!! AAA!!! TO KTO????? Bona wyrwała się z rąk pani i pobiegła na kanapę. -Co jej jest?-spytała się mnie pani jakby wiedziałą że jej odpowiem:/... I zaraz potem włożyła mnie do kuli...JEZU...ulga...zimna czyściutka woda...pełno żarcia...zaraz się rzuciłam! Ta pani to serio niezwykła babka! SERIO! -Dałam ogłoszenie ale znalazłyście się!-mówiła-nie chcieli na początku tego przyjac mówili że jestemchorą na umysł wariatką ale za dodatkową opłatą uznali mnie w końcu za inteligentną i wspaniałomyślną!! COOL NIE??? Heh...pani jest bardzo excentryczna...oj bardzo...a Bona leży na kanapie wpatrzona w okno i łzy lecą jej odbijają się od szyby wiec je widzę...chodzi mi o odbicie...serio szkoda mi Bony...ona jest po raz pierwszy zakochana (tak mi mówiła:P:P ale wiem że byli w NIEJ zakochani...Kormazyn...Rudy...Bick...Vincent...).Ciekawe co Redi sobie teraz myśli...bo...te drzwi...DRZWI???? TAK!! Otworzyły się drzwi...pani gdzieś polazła nawet tego nie zauważyła...a w nich ukazuje się w blasku...REDI...CO ONI TERAZ ZROBIĄ???!! Redi podchodzi do Bony a ta się ogląda...widać że jej oczy się rozpromieniły...Wstała... -Bona...ekhem... Jestem ogromnie ciekawa co teraz będzie...jak on isę jej wytłumaczy i w ogole... nie wyobrażam sobie tego...I stało sie coś nieromantycznego:/:/...zamiast błagać o przebaczenie Redi i klękając,on i Bona zaczęli po prostu biec ku sobie... -Już nigdy cię nie zostawię nigdy nigdy nigdy... I zaczęli się do siebie przytulać...wolę nie patrzeć dalej bo jestem uczulona na takie sceny...a może ZAZDROSNA??? O nie...Przyszła pani.Upuściła ze sto garnków na ziemię (ona straasznie lubi je myć pomimo że jest jest jedną z najbogatszych ludzi w kraju!) i krzyknęła.Ale Redi i Bona nadal się przytulali z uśmiechami na twarzach,a pani wytrzeszczała na nich oczy...dopiero po całej wieczności (jak dla mnie:/)Spojrzeli oboje na panią. -Ty...ty jesteś ten kocur na zdjęciu! Redi zrobił krok do tyłu.Bona szepnęła mu z pewnością aby nie uciekał. -I ty niosłeś...BOOFI??-tu spojrzała na pudełko stojące obok mojej kuli.Ja także:D:D:D... -Jak to możliwe?-pani popadała w...coś...:/-przecież... -Możliwe!-pani usłyszała tylko krótkie miauknięcie. Pani wyciągnęła ku niemu rękę i pogłaskała go po głowie..ekhem... -Jesteś bardzo niezwykłym kotem! COOL!!! Zostaniesz tu z nami? -No jasne...-spojrzał tu pytająco na Bonę-tylko przy niej... Redi zmienił się przynajmniej na chwilę...kurna a ja już myślałam że będzie tak super i nadal będzie móówił głosem filozofa! A tu ona zakręciła mu we łbie...łeee... -A jak cię nazwać?-pani przywiązywała dużą wagę do imion...podobno jak kupowała Bonę ktoś...jakiś głos podpowiedział jej imię kociczki:D:D:D...nie trudno się domyślić że to... BONA??? Złamała zasadę?? I to pewnie również dlatego musiała...eee..."walczyć" z tymi przodkami...eff...ona ma talent do pakowania się w kłopoty... -Może...-och pani już coś wymyśla:P:P-F... -Redi-szepnęła Bona.Obdarzyłam ją jadowitym spojrzeniem:D (coż za poezja no nie?:D:D:D) -Hmm?-pani..och Boshe... -Redi! -Och Redi! To będzie bardzo ładne imię prawda kocurku? To chodź teraz za mną... Bona wciąż przytulając się do Rediego poszła z nim na dół...pewnie teraz będą mieli tam razem..SYPIALNIE:D:D:D:D...może jak się mocno postarają >:D dojdą nowi członkowie naszej rodziny :P:P:P...dobrze wiecie co mam na myśli prawda? Offf ciekawe kiedy i czy w ogóle:P to będzie...♥ :D fish-love-cats 2004-06-18 18:27:47 skomentuj (1) Diary Boofi-coś super coś nieoczekiwanego coś...zabójczego. 20.02.04 Wstało już słońce.Może już niedługo będę sobie spokojnie marnowała się w mojej kuli:D.Ale...ale to co się zaraz stanie (no nie takie zaraz 4 godziny:D:D:D) przejdzie wszystko.Nawet nie wiedziałam że coś takiego mogłoby się stać.No ale nie będę uprzedzać przekonajcie się sami (o ile ktoś mi kurde podejrzy pamiętni >:) ). -Wtawaj Redi-mówiła Bona skacząc po nim. -Bono-zawahałam się-zrobisz mu krzywdę.. Bona zebrałą wszystkie siły i zamiast w Rediego walnęła prosto w ziemie. -Powinnaś się uspokoić-rzekł Redi bez najmniejszych oznak bólu tonem "spw". -Nie wkurzaj mnie bo chce do domu! Nie dość że wszystkie pazurki mam połamane to musze wziąć kąpiel.Nie tak jak ty! Redi był dumny.W życiu nie widziałam takiego kota.Bona zaraz by go udusiła jeżeliby śmiał coś takiego o niej powiedzieć:D.Jak my tu z nią wytrzymujemy?? No...w końcu uratowała mi życie...ale to było... -Jak nie przestaniesz kurna mówić tonem "spw" to cie rąbnę!!!-krzyczała Bona.Ja przewracałam oczami a Redi zachowywał nieziemski spokój. -Strach prze wszystkim?-spytał z uśmiechem. Bona przestała się złościć.Kiedy Redi czytał w jej myślach ją to uspokajało...oni by sobie nawzajem pomogli.Gdyby nie to że już ruszamy dalej i wkrótce zajdziemy do chaty.Nie odjechaliśmy tak daleko od naszej drogi jedynie trzy 2kilometrowe ulice ale to dla nas pryszcz.w sumie mamy z 4 3 kilosy. -Skąd wiesz?-Bona odzyskała łagodny głos a Redi normalny ton. -Mówiłem ci już wiele wieeele razy.Choć dla takich kotów jak ty wydaje się to niezrozumiałe to jednak chcecie widzieć.I ja wam współczuję.Ja widzę.Wy-nie. Redi mówił jak filozof.Baardzo go lubię:D.Jest miły zachowuje się jak dżentelmen potrafi wyjasniać 100 razy to samo.I dziwne że na słowa "takie koty jak ty nigdy nie zobaczą" Bona nie zaatakowała Rediego.Być może w głębi duszy coś do niego czuła interesował ją on.Jest spod znaku blizniat przecież:D. -Umiem myśleć Bono-odrzekł widząc minę kotki.-ale to nei wystarczy by widzieć.Musisz naprawdę chcieć widzieć.Musisz robić wszystko żeby to osiągnąć.Wtedy osiągniesz już prawie wszystko i nic więcej.Żeby widzieć WSZYSTKO jak ja trzeba mieć dar. -Czy ty sie czasem nie puszysz??-warknęła Bona:D. -Nie moja droga ja ci tylko tłumaczę-"uśmiech". Szliśmy gaworząc o tym o tamtym....gdy nagle zobaczyliśmy znajomą ulice. -To nasze miasto!!!-krzyknęłam. Bona przekazała mnie Rediemu a sama pobiegła ulicą. -Szybko szybko chodźcie! -Spokojnie Bono-dyszałam-stój! Zatrzymała się i utrzymała w końcu ten sam krok co Redi. Ludzie podobnie jak i w tamtym miasteczku wytykali nas palcami.Zatrzymywali się w miejscu i wymieniali zdumione głosy (westchnienia:D).Znów ujrzałam blask.Ale tylko jeden. Wiem że koty i inne zwierzaki nie powinny tego robić w żadnym wypadku.To jest złamanie naszych praw.Zawsze mieliśmy udawać podporządkowanych czlowiekowi aczkolwiek po prostu-głupich.Ale my umiemy więcej niż się ludziom zdaje.IM nie pokazujemy swojego świata tak jak oni nam.Nie jesteśmy tacy glupi.Gdyby tak nagle wszyscy okazali się równi ludziom tamci zapragneliby robić na nas experymenty.Już się zdarzały takie przypadkie w których zwierzaki chciały pokazać się od środka ludziom.I niepotrzebnie gdyż zaczeli robić testy.W ogole oni testują wszystko na nas jakbyśmy byli od nich gorsi.Ale nie.Jesteśmy nawet lepsi.Żyjemy.Myślimy.I nie jesteśmy rzeczami do testów.Może w dalekiej przyszłości pokażemy ludziom jacy jesteśmy naprawdę gdyż małpy już czynią to trochę.Dlatego uważa się je za najmądrzejsze zwierzęta.A za najgłuprze uważa się ryby gdyż one nie zdradzają ani trochę tajemnicy.Ale pewnie zaczną. Bona złamała ten zakaz i teraz idziemy sobie na oczach ludzi i gadamy ze sobą (choć oni nei słyszą jedynie miau miau!:D) Nie tylko Bona złamała.ja też choć tylko siedze sobie w pudełku no i Redi.A nie mogę znieśćmysli że złamali ten zakaz...przeze mnie.Ale nei będę im tego mówić.Jesteśmy już tak blisko domu. -Jeszcze tylko kawałek Redi!-powiedziała Bona promieniejąc. Zauważyłam że Redi coś posmutniał...kurczaczki ja chyba wiem doskonale co się święci. DOSZLIŚMY!!! Doszliśmy do domu.Bona w podskokach.A teraz wydarzyło się coś czego nei zapomnę do końca życia. -Już jesteśmy Boofi!-wrzeszczała z radości kotka skacząc ze mną w pysku (tzn trzymała pudełko) dookoła.Kiedy spojrzała na Rediego na tego niby zwyczajnego dachowca posmutniała.On siedział cicho. -I co teraz?-zapytała smutno Bona stawiając mnie przy siatce naszego domku na uboczu i spuszczając głowę. -No jak to co?-zaśmiał się Redi ale wiem że był to śmiech wymuszony,sztuczny (moze tez mam DAR:D) -Ale...ale... -Bono idz już.Dość już tych przeżyć.Lepiej do tego nie wracać. I teraz Bona powiedziała coś czego bym w życiu nie przypuszczała.Ta sama Bona nie cierpiąca Rediego wiecznie go wyzywając rzekła: -Ale ja chcę...wtedy było tak...tak magicznie... -Bono-zaczął Redi tonem jakby chciał się jej pozbyć ale ja wiem iż on ją chciał < -Czekaj jeszcze nic nie powiedziałam-odrzekła poważnie Bona-chodzi o to że ja...że ja...w końcu czemu ci mam to mówić? Przecież umiesz czytać w myślach. -Już nie. Ja dobrze wiedziałam co to znaczy.Wiedziałam od początku.On ją kocha... -Jak to już nie??-Bona albo wiedziała i specjalnie tak odpowiedziała a może serio niewiedziała. -Normalnie.Dostałem dar gdy ty byłaś. Nieprawda.Powiedział to specjalnie.Ale...dobra nei wtrącam się. -Nieprawda Redi.Ja ci tylko przeszkadzałam.... -Dobrze-przerwał Redi i odwrócił się-skończmy juz to.Tego rozdziału życia mogłoby nie być więc nie wracajmy do tego.... -Ale był!-krzyknęła Bona rozumując tak jak Redi.Może już zaczęła widzieć??-i to się liczy Redi.Był. -Rozumujesz dobrze-uśmiechnął się Redi-ale...skoro byl trzeba go wyciąć z naszego życia.Nei był on zupełnie potrzebny.Dla ciebie nie. -Właśnei że był! Redi...Przypomnij sobie wszystko..to co przeżyliśmy we trójkę...to o czym rozmawialiśmy...widzisz więc że mi się przydało...wiem że widzisz. Redi obrzucił smutnym spojrzenim Bonę i odwrócił się.Zaczął iść. -Nie odchodź!-zawołała-proszę! Nei możesz... -A po co mam zostać? Miałem tylko was tu przyprowadzić.To byla moja misja. -Nie Redi.Twoją misją jest zostać tu i zaopiekować się mną! Widzisz że przy tobie ja się...zmieniam. -Mówiłem Bono.Ty masz swoje życie.Pełne wygó i tego czego ci potrzeba a ja potrzebuję wolności.Nie miałbym tu nic takjakbyś ty nie miała nic ze mną w tej stodole.Nic. -Nie prawda! Miałbyś...miłość. Redi odwrócił się ale zaraz ruszył ponownie. -Blagam Redi...potrzebuję...Kocham cię... Redi odwrócił się i podniósł uszy.Spojrzał na Bona jakby chciał coś powiedzieć lecz odszedł. Bona zalewała się łzami. -On mnie nie...nie ko..-łkała Musiałam się wtrącić. -Nieprawda Bona przecież widzę. Nagle Redi stanął w połowie drogi a Bona spojrzała na niego z nadzieją. -Umiesz już widzieć-powiedział i odbiegł... fish-love-cats 2004-05-16 15:23:22 skomentuj (1) Diary Bona-już blisko do domu.... 19.02.04 wczorajsza nocka minęła spokojnie.Nawet sobie nie wyobrażałam że Redi to taki...OJ TAM! On sie tylko cchiał popisać! Grrr... -O co chodzi Bono?-spytał ten ten...-masz oczy czerwone i sierść najeżoną... NIE NO! A niech to! Zaczęłam się uspokajać a włosy opadły mi...gorzej z tymi oczami! Kurdeee...Od czego to??? -Hahahhahah!! Zaczęli się ze mnie śmiać! Jak kurna mogą??? Włosy ponownie stanęły do góry. -Daj spokój Bona-wykrztusiła Boofi(grr)-nawet do twarzy ci z takimi ślicznymi..pfff jhahahahah! Ech...co im odbija? NO cóż...zaraz zaraz...przecież ta ulica to jest... -DALEJ OD NASZEGO DOMU! -Hm?-Redi spojrzał na mnie -WYSKAKUJCIE WYSKAKUJCIE WYSKAKUJCIE!!! Zaczęłam popychać Rediego a sama wzięłam Boofi i wyskoczyłam. -O co chodzi?? -O to Redi mój drogi, że pojechaliśmy za daleko!!!!!!!!! I TY SIE UWAZASZ ZA NIE WIEM KOGO!!!!! Ten kocur nigdy nie przestanie mnie wkurzać!! NIENAWIDZE GO OD POCZĄTKU! -Przestańcie-westchnęła Boofi-skoro nie umiecie ze sobą gadać to nie będziecie tego robić! -och chcesz żebym teraz ja się z Ciebie pośmiała??? Dlaczego dziś wszyscy mnie wkurzają do granic??? BOZE JEDYNY!! -Bona daj spokój-powiedział Redi tym tonem który chyba nazwe "strach przed wszystkim"!!! Tak! Właśnei go tak nazwę! W skrócie "Spw"!!! -DAM CI SPOKOJ KURNA JEZELI PRZESTANIESZ MOWIC TYM POCHRZANIONYM TONEM!!!-ryknęłam. -Bono...chcesz mieć bardziej czerwone oczka? O NO (czyt.o noł!:D)!!! Zapomniałam o tym! Mam uczulenie na Rediego... -Bona-krzyknęła Boofi-przeszliśmy tyle to i przejdziemy ten kawałek! O co wam chodzi??? -A MOZE CI PRZYPOMNE MĄDRA ZE TY SOBIE SIEDZISZ W WODZIE I TYLKO ROZKAZUJESZ??-wrzasnęlam.Aż echo poszło w dal... -Tak...masz rację...jestem mądra bo widzę iż ty jesteś nieszczęśliwie zakochana... NIE NO TA RYBA TO MNIE WKONCU ZEZRE!! Uff...tu chyba tylko ja jestem tą najgłupszą...NIE! ZARAZ! -ACH TAK...?? Nie nie wiem co mi się stało...ech...sorry.. Chyba serio przemawiają przeze mnie dwie osoby gdyż nagle sie wkurzam a pozniej gasne...dziwne..(choć jestem spod znaku bliźniąt:D) -Chodzmy dalej-Redi odzyskał już normalny ton!! :):D-im szybciej dojdziemy tym lepiej.Chyba wasza pani sie juz...OCH! Redi stanął.Spoglądał na poszarpaną kartkę...a na niej pisało... -"Kto widział kotkę persa długowłosego? Proszę o kontakt nr..." I moje zdjęcie.Trochę mnei podniosło to na duchy iż pani się o mnie tak martwi...chociaż każdy by się martwił... Może tylko mi się wydaje ale chyba Boofi jest przykro.Tak nie ma o niej nic a przecież też jest zwierzątkiem pani.Chociaż.. -BONA PATRZ!-krzyknęła rozpromieniona rybka-O MNIE też jest!! Tam obok Twojego opisu... Rzeczywiście! Jej ogłoszenie jeszcze wisiało , co prawda na jednej pinesce ale wisiało! GRRRR ZNOWU SIE WSCIEKNĘ!! "A kto widział rybkę, pomarańczową z czarnym ogonem (prawdopodobnie gdzieś blisko kota) również proszę o kontakt..." -Ta pani to ma łeb!-uśmiechnęła się Boofi. -Nie no nie wierzę...nie mogę w to uwierzyć...skąd ona mogła wiedzieć..? Przecież nie zna naszych spraw nie zna naszego świata! My tylko przecież udajemy niepojętych a tak naprawde mamy własne życie i własne przygody! -Tak...-westchnął Redi.Czy to wspomnienia z przesżłości?? Kim byli jego właściciele? Kim są..? Jedno wiem.Bezwględnymi i okrutnymi...(Czemu go bronię???) -Nie Bono-rzekł-moi właściciele wcale nie byli tacy źli... -SKĄD ZNASZ MOJE MYSLI DO CHOLERY??? GADAJ GADAJ!!! TO JUZ PRZECHODZI POJĘCIE!!! Tak naprawdę to właśnie mi się w nim podoba.Że ma pojęcie o życiu.O czymś o czym taki kot jak ja nie ma pojęcia... -Widzę to w Tobie już Ci mówiłem...Czuję to...tym się różnie od innych kotów.DAREM. -Jakkkim..darem?? -Widzę i przyglądam się.To jest prawdziwy dar.Nie żadne ruszanie przedmiotów z miejsca nie żadne czary...tylko umiejętność patrzenia...to jest dar... Nie wiem czemu ale wydaje mi się iż Boofi była wzruszona słowami Rediego..ech...wydaje się mi także iż więcej od Rediego się nie dowiem kiedy on mówi takim skomplikowanym językiem.Coś rozumiem i to chyba na razie mi wystarczy... Szliśmy sobie i gadaliśmy (ja miałam pewne trudności przez Boofi ale dla przyjaciół wszystko:D).Wydaje mi się iż coraz więcej chcę wiedzieć o Redim o jego życiu.Już nie jest dla mnie zwykłyum kotem.Fascynuje i zaskakuje.Ta zmiana zdania na jego temat przyszła taik nagle że nawet nmie wiem skąd. -A powiedz co się stało...dlaczego nei masz wlaścicieli...-teraz naprawdę miałam miły głos.Dziwne... (Boofi nadal wzruszały nasze słowa:P) -No po prostu...coś mnie ciągnęło tam w świat...czułem że w domu nie rozwinę swojego daru...nie byli najlepszymi właścicielami ale było tam coś co mnei zatrzymyało od ucieczki...dziecko. CO???? ON MIAŁ JUŻ DZIECKO??? O KURNA MACIOWA... -To było dziecko sąsiadów-dodał patrząc na mnie-zawsze się z nim bawiłem...on tez nei był zwykłym dzieckiem..rozumiał mnie... Nie będę już od niego wyciągać więcej.Widzę że zbiera mu się na płacz...a dzień zbiera się do wieczorka... fish-love-cats 2004-04-25 17:31:12 skomentuj (2) Diary-Boofi ciągle dalej... 16.02.04-noc... Ciągle jeszcze słychać lalal.....zaraz się UTOPIE... -Bono przestań...proszę...słonko... SŁONKO????? GRRR! GDYBY BYL RYBA BYLABYM ZAZDROSNA! -Redi nie nie...chce wyjść za ciebie kotku...lalal.... Redi wyraźnie był zakłopotany...hehe.Fajnie to wyglądało..zupełnie inna mina..o mnie zapomnieli.Bona na pewno bo jest kompletnie pijana.A Redi...zajęty jest Boną.Ale to dobrze że zapomniał.Mogę przynajmniej się nie odzywać a jeszcze niedawno to robiłam! Nie mam dość...nie wytrzymam tego...co mam robić? Nie wytrzymam tego laal!!! CHCE UMRZEC!Byle tego gówna nie słyszeć...PROSZE! Może się przemęcze a Rediemu uda się położyć kotkę spać..zupełnie jak małe dziecko! Ciekawe co będzie miała do powiedzenia rano! No nic.Ja spróbuje zasnąć choć wiem że skończy się to wstrząsem mózgu typu lala.... 17.02.04 Obudziłam się. Zasnęłam! Otwieram oczy a tu Redi śpi jak niemowle a Bona siedzi i patrzy ze smutną miną w ziemię.Odezwałam się. -Jak tam Bono..? Spojrzała na mnie powoli. -Eee..co mówiłam? Redi otworzył oczy.Przeciągnął się leniwie.I spojrzał kwaśną miną na Bonę.Ja też to uczyniłam choć niewiem po co:P -Eee...to było coś głupiego prawda? GLUPIEGO??? TO MALO POWIEDZIANE! Te całe lala pragnę waszego ciała i ten cholerny trunek to chyba więcej niż coś głupiego prawda?? -TAK!-krzyknęliśmy. Bona zrobiła się..czrwona! Dziwne..ale to fascynujące widzieć kota z czerwonym futerkiem:D heh. -To niegrzecznie byłby odmówić wypicia tego wspaniałego...eee....to znaczy gorzkiego napoju... -PIŁAŚ TO I NIE WIEDZIAŁAŚ CO?? NIE NO JA SIE ZABIJE... -Boofi oni byli jak widziałaś bardzo mili i wogóle... Redi poruszył się niespokojnie. -No Bono...nie jestem przekonany czy byli mili..w końcu uciekli gdy szopka się zapaliła... -NIE MOW DO MNIE TAKIM TONEM! Redi żeczywiście mówił troche przynudzającym tonem.To chyba ten sam którym mówi jak zwykle się zdenerwuje albo ktoś się zdenerwuje.Chyba będzie się musiał do tego przyzwyczaić. -Nie no...dobrze! Chciałam sobie raz w życiu zaszaleć! Zadowolony? Redi uśmiechnął się lekko ale oczy miały ten sam wyraz. -I to jak-odrzekł-chyba powinniśmy iść dalej...przed nami jeszcze pięćdziesiąt osiem kilometrów... JEZU JESZCZE TYLE??? TO JEST NIEMOZLIWE!NIGDY NIE DOJDZIEMY! -Choć Boofi...ja cie wezmę... Bona chwyciła pudełko i zaczęła iść. Zapadła cisza.Nikt do nikogo się nie odzywał.Redi i Bona nie patrzyli już na siebie a prosto.Hmm... -Posłuchajcie! Jak chcemy w życiu dojść do domu musimy chyba załatwić jakiś pojazd na kółkach...przynajmniej na trochę... -Tak Boofi wiem...do najbliższego miasteczka jeszcze osiem kilometrów.Tam być może złapiemy jakąś ciężarówkę albo jakiś inny samochód... No skoro tyle mamy iść... 18.02.04.Zawitał ranek.Przez całą drogę wogóle nie gadaliśmy:P Redi i Bona chodzili jak w wojsku:P strasznie nudne to było...no nie mogę zapomnieć tego gdy drogą przejechał samochód...a tu samochody to rzadkość...Bona przekazała mnie z pudełkiem Rediemu a sama wyskoczyła pod samochód...po jakiego to robiła?? Przecież i tak by sie nie zatrzymał...stała na drodze kiedy auto przejechało...nic jej się nie stało gdyż trafiła pod sam środek auta:D.Lezała skulona i cała szara od kurzu...heh...to nawet było śmieszne. Teraz ruszamy dalej. -Ile jeszcze do tego miasteczka?-zapytała zaspana Bona i chwyciła pudełko ze mną. -Jeszcze troszeczke.Nie wiem czy czasem...tak.Za tym pagórkiem. Ten pagórek był całkiem daleko od nas.Bona przyśpieszyła tempa. -JUHUUUUUUUUUUUU-krzyczała:P Tak...było tam małe miasteczko...i mnóstwo mnóstwo ludzi.Bona pobiegła. Znależliśmy się na chodniku.Ludzie na nas patrzyli wytykali palcami...COS OKROPNEGO...Bona nie za bardzo czuje sie w takim towarzystwie...wlosy stanęly jej dęba.Redi szedł dumnie nie zwracając na nikog uwagi.OSTRY:D -CHodzmy tam.Tam nie ma ludzi a przejeżdzają ciężarówki... Ruszyliśmy.Zobaczyłam oślpiająco dziwny błysk... -Usiądzmy tutaj i poczekajmy...tu są światła więc będziemy mieli trochę czasu na wejście do auta. Redi jest genialny! Bona widać była zazdrosna o te jego zdolności...jednak plan nie był doskonały.Co jeśli będzie zielone?? Powiedziałam to szybko Rediemu -Proste.Nacisnę guzik zmieniający światła i już.No wiecie ten dla pieszych... Ja i Bona patrzyłyśmy na niego z otwartymi na wpół ustami.Jaki on mądry...ach... Nagle usłyszałam warczenie.Bona odwróciła się. -AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! To był ogromny pies.Kundel.Brązowy z groźnym pyskiem.Złapał moje pudełko zębiskami. -Puszczaj...puszczaj ją.. Bona była przerażona ale mówiła zdecydowanym tonem. -Bono! NIE! -Bo co kotku? Wiesz akurat mam ochotę na rybkę...co ty na to? -A SPRÓBUJ TYLKO OCHLAPIE! Pies wytrzeszczył oczy.Bona się cofnęła. -Spróbuj...co? Jak mnie nazwałaś? Bona skuliła się. -NO JAK??? -OCHŁAP! (#(#**@*@^*%^#*#^#!!!!!!! Kundel zaniemówił z wrażenia.Bona umie mówić ostro! -A MASZ! Uniósł łapę i chciał uderzyć Bonę... -NIEEEE! Redi rzucił się pomiędzy mną a kundlem.Pudełko wraz ze mną poleciało w górę...NIE! -Mam cię!-Bona złapała mnie padając na ziemie.Zauważyłam znowu ten błysk.Ludzie się na nas patrzyli.Stanęli w miejscu i przyglądali się jak okazom w zoo. -Spadaj ciniasie!-wrzasnął kundel.Ludzie usłyszeli tylko głośny szczek.. -Spróbuj im coś zrobić-najeżył się Redi i miał pozycję zupełnie jak do skoku. Nareszcie i mnie wymienił! -Buahahha! Spadaj głupku mówie... Rzucił się na Rediego.Ten przychylił się jeszcze bardziej a kundel wpadł na ulicę..od ciężarówkę! Redi z prędkością światła nacisnął guzik pieszych.Zapaliło się czerwone światło.efekt był taki że mieliśmy czym wrócić do domu a pies tylko najadł się strachu i uciekł... -Wskakujcie!-powiedział Redi i zębami odłonił plandekę... Bona wskoczyła do środka i położyła mnie przy drewnianej skrzynce.Redi właśnie wskoczył. -Jesteś genialny!-zawołałam. -Inaczej nie poradziłbym sobie bez właściciela-mrugnął do mnie. Ciężarówka ruszyła a my spokojnie mogliśmy odpoczywać.Zobaczyłam jeszcze jeden błysk! Wzrok ludzi podązał za nami dopóki nie zniknęliśmy w oddali... fish-love-cats 2004-03-27 20:56:52 skomentuj (1) Diary Boofi-wędrówka do domu...BOSHE 16.02.04 Nie wiem.Nie wiem jak to się stało.Bona zmieniła się a ja nie mogę w to uwierzyć.Jest dla mnie miła i...ryzykowała życiem dla mnie...nie wiem co się moglo stać.Nie miałyśmy okazji pogadać więc zrobimy to teraz.Teraz kiedy BONA niesie mnie już od godziny W PYSKU(bez urazy Bono..:D) bez chwili wytchnienia.No niedosłownie mnie a raczej pudełko po maśle z wodą i ze mną.zrobimy chwilę przerwy.Zaraz.Redi także z nami idzie.Bona gapi się na niego co jakiś czas a on na nią :P (uuuu:):D) a ja...ech...mam tego dość! -Przestańcie!-powiedziałam.Ale czemu? Nie wiem. -Co?-zdziwiła się Bona(:/)-o co ci chodzi? Boofi? Nie wiem le troche jestem zazdrosna.Grskksjdsd....GRRRR Bona chyba to zauważyła. -Czemu jesteś zła? Co się stało? No nie.Nie mogę być zła na własna...koleżan...ee...przyjaciółkę prawda??? NIE MOGE.Nie ma o co.zreszta.To może tylko moja fantazja.Patrzą bo patrzą.I już. -Nie nie jestem...tylko tak...możemy się zatrzymać?? Bona podniosła oczy do góry i postawiła pudełko na ziemię. -Nie sądzę aby pani nas szukała-odezwałam się. -Jasne że nas nie szuka.Myśli pewnie że jesteśmy u ciotki a tu guzik.A ona raczej pani nie powiadomiła. Może i to prawda.Nie wiem nie znam tak dobrze ich jak Bona.Byłam(bo na razie jesteśmy w drodze powrotnej) tam niedługo.Więc pewnie to prawda. Redi przypatrywał sie nam.Patrzył to na mnie to na Bonę a mnie troszeczkę niedużo to denerwowało ale tylko trochę(GRRRAŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁUUUUU!!!!!) -Redi-odezwała się szorstko Bona do kocura(myślałam że już się polubili:P)-mówiłeś wcześniej coś o swich kumlach..-(pewnie mieli niezłą pogawędkę beze mnie >:()-może nam ich przedstawisz cio? Redi wytrzeszczył oczy -Nie wiem czy to najlepszy pomysł... -Daj spokój! I tak jesteśmy niedaleko od wsi...zresztą..wciąż w niej jesteśmy bo jest ooogromna.Proszę Redi...Odrobina rozrywki nie zaszkodzi. ROZRYWKI??? Jaką rozrywkę kicia ma na myśli?? :D nie wytrzymam... -No...dobrze.Ale nie spodziewaj się że będziesz mogła zamienić z nimi choć słowo.Mówiłem ci że się zmienili. -Daj spokój!-powiedziała Bona-mam dość gadania...zresztą przez te ostatnie dni nic nie robiliśmy tylko gadka i gadka. -Dobrze...ale czy ja wiem gdzie oni są? -TO ICH ZNAJDZ!-wrzasnęła Bona(gdyby była jego żoną on na pewno natychmiast by ją rzucił:D miała coś z samolubstwa:D Redi pomknął dalej drogą i zniknął w słońcu... Minęło parę godzin.Gdziesz dwie albo trzy.I po Redim ani śladu.Najmniejszego.Bona lezała sobie w trawie i chyba polowała.Mnie też ogarniał już głód. -Bono...wiesz...mi też chce się jeść... -I co ja poradzę? Chyba nie zjesz trawy albo mięsa nie? PRZECIEŻ MOIM NATURALNYM POKARMEM SA ROBACZKI! Myślałam że sama się domyśli i powie:-Jasne Boofi...wiem o co łazi...zaraz skombinuję jakiegoś robaczka... Ale ona nic.A niech to! Nie lubię się prosić ale zaraz mi wyżre żołądek.. -Bono...skombinuj mi jakiegoś robaczka...małego...przecież to mój naturalny pokarm.. Akurat kicia złapał mysz polną.Ale gdy zaczęłam mówić puściła ją i chyba się wściekła...:D -NIE WIDZISZ...ech...dobrze.Już łapię.Ale...NIE WIDZISZ ŻE TEŻ JESTEM GŁODNA??? I odeszła.Hehe.Bona jak to Bona musi wybuchnąć.Ale...co to? Redi już wraca?? Z kumplami? Chyba tak bo coś za nim biegnie...po minie widać że nie był zadowolony.Ale oni wręcz przeciwnie.Krzyczeli i wyli.Kurde... -Już jestem Bono...oto moi kumple. Eee...muszę przyznać że Redi w porównaniu z nim był przecudowniepiękny. Zaczął ich przedstawiać.Więc tak.Rudy to Klement(ale imiona :O ) czarny(jakiś takiś wylniały:/) to po prostu Czarny szary prążkowaty to Sam i biały w kropki to Kropek(zupełnie jak ten w telewizji hehe).Bona była nimi zachwycona.Nie mam pojęcia z jakiego powodu! Przecież nie sprawiali wrażenia mądrych i wogóle przystoinych a mimo to Bona była dla nich wyjątkowo miła. -Robaczek Bono-odezwałam się. Wrzuciła mi mrówkę bez słowa i nieodrywając od "kumpli" wzroku.ALARM! Czyżby Redi był zazdrosny?? -Może pójdziemy tam gdzie odbywają się nasze spotkania?-spytał Sam.Miał jakiś taki dziwny głos i wogóle... -Pewnie-odrzekła Bona.Prowadzcie... Zostawiła mnie.Zakochała się czy jak?? Jest persem!! Jak mogła się zakochać w takich ślimakach??? Czy to może gra pt."robię na złość Rediemu"?? No nic.Z łaski swojej wziął mnie Redi i poszedł za nimi. -Czy to może rybka na kolacyjkę...?-rzekł Czarny. -Nie waż się jej tknąć!-krzyknęła Bona.Widać że jeszcze chyba mnie lubi:D.Ale zaraz po tym wróciła do miłego tonu. Doszliśmy(no beze mnie bo ja nie umiem chodzic:() do jakiejś szopki czy co...ale widać że była z drewna.I co najlepsze w tym wszystkim przybliżaliśmy się do domku!! Weszliśmy do środka.No nie było tak źle...małe pomieszczonko ale nie śmierdziało ani nic.I było nawet całkiem w dobrym stanie! Może wygląd tych kotów to zmylne wrażenie że są niechlujami.Po prostu tak jak Redi nie mają domu.Włączyli MUZYKE!!SKAD U LICHA MIELI MAGNETOFON????? -I TERAZ ZABAWA!!!! O rany.Już wiem co miał Redi na myśli.Ale Bona bez namysłu dała się wciągnąć w zabawę. Mijały godziny.A oni tańczyli bez wytchnienia i pili jakiś trunek.BOSHE...nigdy by mi się takie coś nie śniło.Kleiły mi się oczy...spać mi się chciało jak nigdy...ale to nie wypada...i wogóle ta muzyka nigdy by mi na to nie pozwoliła! Widzę że Redi także się nieziemsko nudzi...ale zaraz! ON SERIO JEST ZAZDROSNY!!!WIDZE PO NIM!! Jego oczy mi mówią i mina...ech...on też się wyjątkowo nudzi...a Bona...BONA SPIEWA!!! -Jest mi wesoło...bo jesteście wkoło...kocham was ludzie ale wole psy w budzie.... PIEPRZYLA OD RZECZY! JEZU!!CHYBA ZASZKODZIL JEJ TEN TRUNEK! -BOOFI! Bona zaczęła się wspinać po ścianach...pazury łatwo wchodziły w przemoczone drewno...i później znów śpiewała.... -CHRYSTE! REDI MUSIMY COS ZROBIC! Redi bez namysłu podbiegł do ściany na której wyła Bona.KOSZMAR! -LALA Wesoło mi róbcie co chcecie ja bede tanczyc...LAlalalalalulala... Puściła się.Wpadła w siano. -UUUUUUUUUUU!-wyła. Przygłosnili muzyke.Na cały zycher! I tańczyli i tańczyli...chyba pierdzielca dostane... Redi zaczął chodzić jak pijany.Wywalił język kręcił się w koło i gibał się.Chyba oszalał.Nie dziwię się... Lalalalalalallallalala.....nie no...ciągle ta KOCIA muzyka...padam zaraz umre... -Redi chodź...zatańczyć z nami-Bona podeszla kołowata do Rediego który drzemał...(zazdroszczę mu!) -Nie dzięki. -Nie to nie....alalalalalal-i zakręciła biodrami :||||||||||||||||||||| NAGLE STALO SIE.WYBUCHNAL MAGNETOFON.Stodoła(czy tam szopfka) zaczęła płonąć a Bona stała na środku szopki i nadal spiewała: -Kocham was dajcie calusa.....lalalalchce i pragne waszego ciala...lalala.... BZDETY ZE HEJ! Redi podbiegł do Bony i wniósł siłą...niełatwo było...ale o mnie zapomniał....NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE ZARAZ SIE ZAWALI NA MNIEEEEEEE!!!! Otworzyłam oczy.Byłam na zewnątrz.Redi nie zapomniał o mnie:D.Teraz zajmował się kicią(kumple jednak fałszywi.Uciekli!) która nadal była ostro pijana i spiewała idioctwa.JEJU!!! Co to był za dzień.... fish-love-cats 2004-03-23 17:55:30 skomentuj (1) Diary Bona-cmentarz 15.02.04 A właściwie noc 14.02.04 Nie mogłam spać.Niestety.Myślałam że dzięki słowom Rediego uspokoję się ale cóż.Sny...Sny o Boofi deptanej na tym cmentarzy i duszonej oraz jedzonej...wywołały u mnie ataki wspomnien.Nie mogę już spać.Jest około drugiej (oczywiście że w nocy!!).Jak widze Redi chyba też nie spi.. -Dlaczego mówiłaś że jest Twoją jedyną bliską osobą?-spytał nie odwracając ślepi od nieba i gwiazd. -Bo jest...-odrzekłam i odwróciłam się.Płakałam. -A twoja pani? Przecież cię wychowywała od małego...nie miałaś rodziców... -A NIBY SKĄD TO DO CHOLERY WIESZ??-krzyknęłam a mój głos odbił się echem dalekooo... -Mówiłem Ci że dachowce są mądrzejsze.Ona czują wiedza. -NIEPRAWDA! NIE WIEM KIM TY U DIABLA CHRZANIONEGO JESTEŚ ALE...nie wiem jak ty to robisz... Spojrzał na mnie.Płakałam. -Widze to w Twoich oczach.Ból cierpienie po stracie Boofi...widzę samotnośc.A do tego jeszcze myślę.I wiem że nie masz rodziców i że zmarli po waszym urodzeniu. -WASZYM? No tak fakt...-westchnęłam(skąd ten idiota o tym wie??)-miałam rodzeństwo...ale gdzieś...trafili we trójkę do innego domu.A ja...zostałam sama w sklepie.Przyszła wtedy pewna zamożna kobieta i poprosiła aby mnie sprzedali.Twierdziła że jestem taka piękna i mam takie cudne oczy...myślałam że znalazłam rodzine.Dom.Ale nie.Pani mnie kocha na pewno bardziej niż Boofi ale...ja tego nie czuje...nie mogę z nia porozmawiać..a teraz okazuje się że tak inny gatunek..Boofi ma wiele wspólnego ze mną...to jest moja bratnia dusza...prawdziwa już... Nie wiem czy ten wredny kocur wysłuchał tego bo wciąż gapił się w niebo. Dam tu jego fotkę.Wkleję sobie aby nie zapomnieć tego wyrazu... -To znaczy że nie masz przyjaciół. -JAK TO NIE??-NEI WIEM CZEMU SIE TAK OBURZYLAM ALE...NIE! JUZ WIEM ON SOBIE LEKCEWAZY BOOFI! MYSLI ZE TO PRZEDMIOT??ONA TEZ ZYJE I CZUJE I MYSLI!CHOC JEST MALA PRAWIE NIEWIDOCZNA-A BOOFI?? -No oprócz Boofi-zuważyłam że powiedział to aby mnie nie wyprowadzać z równowagi-Pani to chyba nie twoja przyjaciółka chm? -Nie.To moja pani i tyle. -Ja też miałem przyjaciół.Nie wiem co się stalo ale zmienili się i teraz wciąż się znamy ale...jesteśmy tylko kolegami.Spotykam się z nimi tylko że...to nie przyjaźń.Obawiam się że jej nie pielęgnowaliśmy.W końcu oni się strasznie zmienili.Wcześniej można było z nimi pogadać a teraz...tylko zabawa chulanki swawole... (EEE WIECIE CO? On nudzi.Wogóle to nigdy w rzyciu ...eee w życiu nie chodziłam na lekcje orytografii.Wogóle to nie wiem czemu robię te blędy.Nie moge tego slóchać!! I pewnie z nerwuf) -Dość-powiedziałam(albo raczej ryknęłam:D).Nie mogę.Boofi mi się przypomina.Idę spać. 15.02.04Od razu z rana ruszyliśmy dalej.Skakałam dosłownie po Redim byleby się tylko obudził.Kto wie co się teraz z Boofi dzieje... -Szybko Redi.Skoro już blisko no to biegnijmy. Chyba powiedziałam to w złą godzinę.Tak owszem biegliśmy tylko że ja ledwo go widziałam gdyż biegł jak piorun...i dobiegliśmy.Tak.Tak po prostu. -To tu. Nie było tu tak źle.MOZE TEN DRAN MNIE NABRAL??? CHM?? Bo: słońce świeciłogroby byly równo rozłożone obok leciał malutki wodospadzik.WIĘC?? KŁAMCA??? -Bono.Tu jest most widzisz?-(czy ja jestem ślepa?? JEZU)-dookoła cmentarza jest woda...może tam gdzieś jest Boofi? Zauważyłam że cmentarz ma krztałt koła.A wokół serio była woda. -Czy to nei kolejne Twoje kłamstwo??-tu moja kwaśna mina :D -Niby czemu?? Wiem-nie zdąrzyłam nic powiedzieć!-słoneczko i wogóle ale to pozory.Zobaczysz co będzie. Ciekawe co? Nadejdą czarne chmury i zacznie się zła burza? -Choć na cmentarz...ja wezwe Boofi...BOOFI! Mam dar proroctwa! Rzeczywiście nadeszły ciemne chmury i zaczęła się zła burza...ALE JESTEM PODNIECONA! Ale to nie wszystko.Nagle groby zaczęły czarnieć czy jak to isie tam mówi...słońce odeszło.I NIE MOZNA BYLO WROCIC!Zapadła czarna poświata na most i dookoła cmentarza.Odbiłam się od tego jak piłka DO SŁO WNIE! -Patrz Bono... CO TO!? JAKIS FILM FANTASTY CZY JAK?? REDIEMY OCZY ZACZELY SWIECIC A JA TYLKO SIE GAPILAM JAK IDIOTKA(z idiotką przesadziłam)zaczął mówić jakimś odległym metalowym głosem! Zupełnie jka w filmach! Snię! -Patrz Bono...oto dawni przodkowie wzywają cię... Chyba zemdleję.Z wszystkich grobów zaczęły wychodzić koty...ale nie takie zwykłe...takie swiecące zielonym światłem! I...wyglądały jak...po wypadkach...zaraz sie zrzygam...jeden miał usmażone łapy drugi nie miał oczu albo miał wypalone...pokrowawione...ble...odbija mi sie...zaraz cofnę swoje marne sniadanie!BLE...nie moge na nich patrzec... Redi zaśmiał się.Ale nie był to normalny śmiech.Tylko pusty(bardziej niż głos którym mówi gdy się denerwuje albo ja)pozbawiony uczuć chichot...on też zamienił się w zielonego stwora...NIGDY WAM NIE ZYCZE TEGO CO JA TU PRZEZYWAM!!! i nagle... -Nie potrzebujemy już tego dachowca.Wchodziliśmy w niego(BEZ SKOJARZEN) wtedy gdy zaczął mówić o duchach i dziś rano a teraz...nie potrzebujemy go... Tak...koszmar...z tego ducha wyszedł Redi i gruchnął o ziemie... -REDI OCH REDI!-zawołałam.Nie wiem co we mnie wstąpiło! -Dajcie mi Boofi! DAWAJCIE DO CHOLERY! Nagle woda dookoła cmentarza i wodospadzik zaświeciła się.Pływała w niej spokojnie Boofi. -BOOFI!! RYBCIA KOCHANA! Spojrzala na mnie i odpłyneła.Skoczyłam do wody. -AUUU!-syknęłam-ta woda PARZY! BOLI! -HAHAHAHAHAHAH-roześmieli sie. -NIE! DAWAJCIE MI BOOFI! CZEGO TY PALANCIE CHCESZ??? -HAHA....śmiałaś zerwać przyżeczenie wszystkich kotów...zakaz przyjaźni z wszelkimi zwierzętami oprócz przedstawicieli swojego gatunku i ludzi...śmiałaś...teraz poniesiesz konsekfencje... Wcale sie tego bubka nie bałam.Mówił tak dziecinnym językiem że aż śmiech bierze.Przypominał mi bardzo pewnego bohatera z książki...takie głupoty gadal a ofiara bała się go jak ognia...buhahahah ale debilstwo... -Dobra kolego...dawaj mi Boofi...nie wiem co jej zrobiliście że mnie się boi ale...zobaczycie... -Ona cie nie widzi matołku-zaśmiał sie "przodek"-a teraz czekają cie straszne tortury...chyba że chcesz zerwać z tą rybą... Chyba nei usłyszałam jego słów... -Nie...ona zostaje ze mną... -Jak chcesz.Zaraz zmienisz zdanie...LAWA! Nie ty baranie...LAWE DAJ! LAWE IDIOTO! Ech z tych duchów naprawde smieszni goscie...Woda zamieniła się w lawę.Tylko w miejscu gdzie pływała sobie Boofi pozostawala woda. -Skacz tam do swojej rybki... CO??? PRZECIEZ SIE SPALE!SPALE SIE ŻYWCEM! NIE MGE ZYCIA RYZYKOWAC DLA RYBKI...-tu mi łzy popłynęły-ALE JEZELI TEGO NIE ZROBIE..bede miala wyrzuty...do konca zycia...co mam zrobic? Spróbuje skoczyć tam gdzie jest Boofi a tam zawsze jest woda... -Jak nie chcesz skakać nie musisz.Zerwiesz z rybką lawa się złączy...i ona zginie...ale Ty wrócisz bezpiecznie do domu...ale jeżeli nie zerwiesz przyjaźni z nią...to albo wskoczysz i zginiesz...albo my cie wepchniemy...i...tez zginiesz! Buahahha! Spojrzałam na Rediego.Lezał spokojnie na środku cmentarza i nieruszał się.Podjęłam decyzję... -SKAAA...CZĘ... Mój głos odbił się echem po cmentarzu.Skoczyłam.Wpadłam w tą lawę...słyszałam jedynie odgłosy rozbijające się w moim umyśle: -Prawdziwa przyjaciółka...Bono dziękuje...-i tak w koło... Usłyszałam ledwo głosy... -Redi myślisz że się obudzi-smutny..płaczący!głos Boofi...ONA ŻYJE! Chciałam się podnieść skoczyć z radości ale...nie mogłam.Jakby coś mnie przykleiło do ziemi... -Mam nadzieję-westchnął!? Redi. O co tu chodzi??? Otworzyłam szybko oczy ale wciąż nie mogłam się podnieść. -BOOOOOOOFI!! RYBKO TY ZYJESZ! ZYJESZ! -Cicho Bono... Rozejrzałam się.Byłam w stodole.W pudełku po maśle pływała sobie Boofi a Redi stał nade mną...przypomniało mi się...lawa...skoczyłam w nią w obronie Boofi...ale co potem sie stalo nie wiem. -Co się stało?-krzyknęłam-przecież się spaliłam! Jak to? Co się stało...? Zobavzyłam że jest już jasno..więc musiał być nowy dzień..ok 16.02.04 Może być?? -No wiec-zaczął Redi-ty skoczyłaś...duchy nie spodziewały się takiego obrotu akcji.Spodziewały się że natychmiast zerwiesz z Boofi...pomyliły się-tu się zaśmiał! On umie się śmiać!-owszem skoczyłaś ale ich przywódca krzyknął coś w rodzaju piskliwego "NIE!!" i lawa jak ręką odjąć zrobiła się...zimna!Zemdlałaś w tej wodzie.A przodkowie nie mając juz sensu przetrzymywania nas na cmentarzu odesłali nas na wieś.Boofi nie było z nami.Znalazła się bezpiecznie w stodole.Ja niosłem cię na grzbiecie az do samej rybki... Niemożliwe! Zimny i obojętny na wszystko Redi mipomógł?? NIE WIERZĘ! Ja jeszczę spię.Tak tak właśnie. -Dziękuję...-rzekłam mimo swojej woli! GRR! Chyba siedzą we mnei dwie osoby! Zła i dobra! Bo mówię zupełnie co innego niż myśle! O np. Teraz! -Ale nie myśl że ci ujdzie kurde na sucho że wszedłw ciebie duch! Grr! Wszyscy zaczęliśmy się smiać...tak...nasza trójka...jesteśmy już prawdziwymi przyjaciółmi a przyjaźn pokona wszelkie trudnosci.... fish-love-cats 2004-03-22 13:12:15 skomentuj (4) Diary Bona-czy to początek czy koniec? 14.02.04 Przespałam smacznie calą noc.Boofi chyba nie bedzie się chciało pisać więc ja znów napisze.W końcu mamy za sobą długi i ciężki dzień.Przeciągnęłam się i patrzę.Na oknie rzeczywiście leży Redi.Może źle go oceniłam? Nie jest skończonym idiotą:D w końcu dał nam całkiem porządny jak na tę wioche lokal! No i dalej patrzę...Boofi...BOOFI!!!!!!!!!! GDZIE BOOFI?????????? A TO %^3$&@)$*!!!! Popatrzyłam w pustą wodę.Nie było tam na pewno rybki.Nie.Podbiegłam do Rediego i szturchnęłam go.Nie ubudził się BO PEWNIE WCALE NIE SPAL!! No to ugryzłam go hehe. -AAAAUUUUUUUU! Co ty wyprawiasz damo co? -Po pierwsze skończony skur....mam na imię Bona po drugie zaraz będziesz gryzł ziemię! -No co ty-Redi powrócił do swojego głupiego tonu-już nie raz gryzłem. -TEN TWOJ TON WYPROWADZA MNIE Z ROWNOWAGI KLAMCO! -Wiem.Dlatego go używam-odparł spokojnie-kłamco?... -JAK MOGŁEŚ TY..-KRZYCZAŁAM PRZEZ LZY-NIE MA NA TAKICH JAK TY OKRSLENIA! -Na jakich Bono-uśmiechnął się chytrze. -Masz jeszcze czelność rozmawiać ze mną debilu?? Udawałeś mojego przyjaciela! Jak mogłeś zrobić coś tak wrednego! -Taa...A gdzie Boofi? -TY! Rzuciłam się na niego.Sprowokował mnie sam w końcu.Zabije go zatłuke zagryze! Teraz już całkowicie przewyższał Kormazyna! Tamten to skończony kretyn ale Redi??? Nie ma na takich określenia! -Uspokój się Bono-mówił w walce tym samym tonem.AZ MNIE JUZ WYPROWADZILO! -ZAGRYZE CIE TY PALANCIE!! -Haha nie rozśmieszaj mnie! To ja miałbym powody i siłę cie zagryzc ale nie zrobie tego...ta walka inaczej bylaby nierowna. -Jak śmeisz mówić takim spokojnym tonem?? Boofi...oddawaj ją!! Bo zobaczysz! Połozylam przednie łapy na jego szyji. -Co zobacze?-gadal tym irytującym tonem ACHHCHCHCHCH!!!!-No jasne.Wypruj mi flaki i zobacz czy tam jest Boofi. -Ja chce moją przyjaciółke...-mówiłam przez łzy.Pusciłam go. Byłam zrospaczona.Jedyna osoba jaka miałam odeszła..już na zawsze..przez moją głupotę...już Boofi nie uratuję..jak bardzo bym chciała.. -Dlaczego to zrobiłeś...to była moja jedyna osoba jaką miałam... Już go nie słuchałam.Chciałam umrzeć.Nie miałam nigdy tak bliskiej osoby jak Boofi..rodzice opuścili mnie dawno temu...a pani? Pani mnie nie rozumiała...tak przytulała mnie ale to nie wszystko.Z nią nie mogłam pogadać.Nie była mi tak bliska jak Boofi! Choć rybkę znałam dopiero od kilkunastu czy kilku dni...ale wyczuwałam w niej dobrą dusze... -Nie zjadłem jej-odrzekł. -COO??-ucieszyłam się wierzyłam mu a mimo to odparłam-JAK JESZCZE MOZESZ TAK KŁAMAC?? JAK?? BYS SIE PRZYZNAL I TAK NIE MAM DLA KOGO ZYC! NIE POWIEKSZAJ MOICH CIERPIEN. -Nie zjadłem jej-powtórzył -Jasne! Wyparowała! Zaraz cie zagryze szumowino... -Pewnie ją zabrały duchy. -DUCHY?? TY...MAM CIE DOSC ZEBYM NAWET NIE MOGLA W TO UWIERZYC! -Nie Bona.Widziałem światło.Zabrały ją duchy.Na cmentarz.Nie zjadłem jej. -TO CZEMU MOWISZ TAKIM OBOJETNYM TONEM??? -Tak działają na mnie nerwy.Nie tylko moje ale tym bardziej innych.Nie zjadłem Boofi.Zabrały ją duchy. Trochę się uspokoiłam.Ale nie wiem czy mam mu wierzyc! To jest tak niedorzeczne!Nie moge sie nabrac! -Zaprowadz mnie tam. -CO? Na cmentarz? Nie bedziesz podążała w kierunku miasta.Oddalisz sie od niego-jego glos juz nabral barw. -Nie bede pytac skąd to wiesz-powiedziałam i odwróciłam sie. -Bo widzę.Jesteś persem krótkowłosym.Byłem w mieście.Bylem.Kiedy jeszcze miałem właścicieli.Tak Bono.Widziałem jakie tam są koty.Ale prawda jest taka ze taki dachowiec jak ja jest madrzejszy sprytniejszy i bardziej pomysłowy wysilający swoje szare komórki niż persy czy inne rasowe piecuchy.Wy całymi dniami nic nie robicie...no może teraz ty już nie.Ale dachowiec ma przygody.I dlatego jest mądrzejszy.Prawda że nie dotarła nawet połowa do Ciebie? Jego głos mający już uczunia wkurzał mnie bardziej niż tamten...i to prawda.Ale nie zamierzam mu tego mówić. -CHWALIPIĘTA! -hehe... I zaczął mnie prowadzić.Patrzył się na mnie jakimś dziwnym wzrokiem ale nie odzywaliśmy się do siebie.Nie mamy o czym rozmawiać. -To jeszcze pięc kilometrów.Będziemy szli cały ten dzień.Jutro zajdziemuy. Spodziewałam się tego.A właściwie mogłabym siętego spodziewać.Pojawił się przedemną inny swiat niz ten któr dotychczas znałam.Pojawiły się przygody...Oj tak...Dzięki Ci Boofi... Tak szliśmy cały dzień w słońcu.Dobrze że to luty i nie było tak gorące.Co tu pisać? O Naszej drodze? Nudy.Ptaszki i takie tam.I Rediego wzrok milczenie.I wogóle.Ech...zapada wieczór...i zatrzymać się gdzieś musimy. -Już blisko Bono. No jak blisko to super.Coraz bliżej kochanej Boofi.Mogę teraz iść spokojnie spać.... Z dedykacją dla Dorki :) fish-love-cats 2004-03-21 22:11:57 skomentuj (3) Diary Bona wędrówka.. 13.02.04 Boofi jest dość słaba nie ma na nic siły.Postanowiłam ja pisac choć już czuję że łapię mnie grypka...Jest nawet ciepło jak na luty dość dziwne...ale teraz mamy inny problem.Musimy ruszać dalej a jest kilka problemów.Więc tak: 1.Nie jestem pewna czy Boofi mi ufa.W końcu zmieniłam się tak nieoczekiwanie.Po prostu zrozumiałam że nasze kłótnie odbijają się na innych.I zrobiłam to dla naszego dobra.Pani w końcu by mnie zabiła gdybym zjadła rybkę. 2.Boofi jest coraz słabsza.Coraz mniej jest tu wody wczoraj było strasznie jej dużo no ale padał deszcz. 3! Nie wiem jak stąd wyjdzie rybka.W końcu bez wody zginie a ja nie mogę trzymać jej w...ustach? ee...chyba tak.W ustach z wodą.Brudna bo brudna ale nie o to chodzi. Więc nie wiem.Nie zostawię jej tak. -Boofi zaczekaj tu-powiedziałam i zrobiłam krok do przodu. -Zartujesz??-krzyknęła(myślałam że jest słaba grr..dam jej zaraz popalić!)-niby jak? Wogóle to chyba mnie nie zostawisz... Jeju naprawdę mam problem.Co teraz zrobić?? Ech..życie kota jest trudne... -Boofi prosze(tu wywaliłam jezyk) -Nie widzisz Bono że mam mało wody?? -Chwilka sekundka poszukam czegoś...jakiegoś pojemnika aby cię wziąć.. Ledwo przecisnęłam się przez kratki.Co...NIE TEGO ZDANIA NIE BYLO :D HEHE..przecież codziennie biegam i ćwiczę.Pomyliłam się z moją koleżanką :D. Wyszłam na zewnątrz.Słońce świeciło mi prosto w oczy...zaraz...czy ja pisze ksiazke?? Jej takimi detalami nie bede sie zajmowac! Nie mam na to kurestwo do cholery czasu! Ryba zdycha a ja gadam że słońce mi świeci w oczy..JEZU ratuj. Wyszłam.Sło...nie.Roz...nie! Patrzę tu dookoła te paskudne pola i wieś.Rzygać sie chce Chryste...śmierdzi tu krowim gównem i wogóle...nie sądze żeby coś z tego zapchlonego miejsca nie było zatruste...Boże że taki kot jak ja musi chodzić po polach...Ble! Świństwo! Tak sobie chodze chyba w kółko ale żadnego chrzanionego pojemnika nie ma! Rany kota! Gdy nagle widzę..kota! Takiego zwykłego(paskudnego ble!!!!) dachowca.Był brązowy i odrażający.Łee...!Smierdział tym krowim gównem jak wszystko wokól.NAWET NA MNIE NIE SPOJRZAŁ!(pewnie futerko mi się przybrudziło)A TO CHAM SKOŃCZONY!!! -Hej koleś-krzycze do głąba. Spojrzał na mnie leniwie.Wkurzyłam się! -Nie widzisz kolego że idzie tą e..."drogą" pewna zmęczona dama której powinieneś pomóc?? -Nie-strzelił bez namysłu z kim ma do czynienia.WKURZYŁAM SIE!! -A nie widzisz tu MNIE?? -Ty i dama?Śmieszne. -POSŁUCHAJ TY AROGANCKI SMIECIU-wcale tych słów nie żałowałam-MAM ZA SOBA CIEZKI DZIEN MOJA KUMPELA UMIERA A TY....! OCH! Zniósł te słowa z przesadnym spokojem!!Powienien sie debil wkurzyc!!! -Pokój jej duszy-odrzekł skurw... -Jak możesz?? Szukam jakiegoś pudełka ale w tej zapchlonej wiosce nic nie ma prócz krowiego...ACCCCHHHH WKUR...MNIE! TAK SPOKOJNIE SIE NA MNIE GAPIL JAKGDYBY NIGDY NIC! OCH GRRRR nie moge...ale musze... -Prosze-rozpłakałam się jak dziecko!-musze uratowac ją...musze mieć w miarę głębokie pudełko..łee...prosze.... Patrzył na mnie tym samym denerwującym wzrokiem co wcześniej.Ale już trudno.Muszę uratować Boofi. -Hmm a po co pudełko do ratowania życia chm?-odezwał się już mniej spokojnie UCIESZYŁAM SIE :D -No bo...to rybka... -RYBKA!-krzyknął zadowolony.Może też ma jakiegoś kumpla-ryba? -No jasne! Pudełko tak?Hmm...mam jedno po mleku... Niezbyt higienicznie no ale liczy się. -Jak się nazywasz?-wypaliłam. -Redi-odpowiedzial(nawet to imie nie takie wsiowe!) -Ech..Redi..mógłbyś nalać do tego pudełka wody? Kiwnął..łbem.Nawet jest miły.Gdyby nie jego obojętność na mnie och! Zachwycił się...rybką! Której nawet nei widział na oczy! No lecz Redi w końcu wrócił z pudełkiem po maśle a w środku chlupotała czysta!woda...Boofi odżyje.Może niezbyt głębokie ale lepszy rydz niż...coś tam. -Też chcę ją zobaczyć-powiedział wywalają(trochę) jezyk.Połapałam się. -Ani mi się śni!-zawołałam i odsunęłam pudełko z dala od niego bo pewnie teraz by mi je zabrał:P. -Dlaczego? Przecież... -No jasne! Wiejski kocur! Dla ciebie taka rybka to rzadkość! Ale widzę że takie jak ja masz na pęczki! Wególe się mną nie zainteresowałeś.Zegnam wsioku. -Wsioku??!-usłyszałam jego cichy głos.A niech sobie mówi co chce. Wróciłam do kanałów.WODY JUZ WCALE NIE BYŁO!!tylko kilka kropel. -Boofi! Och Boofi! Znów się przecisnęłam przez kraty z trudnością(EE POMYLILAM SIEBIE ZNOW Z KOLEZANKA :D) i chwytam rybkę zębami i do pudełka!Odetchnęła.Zauważyłam to. -Jak się teraz czujesz? Lepiej? -Tak...-zachrypiała-o wiele.Dzięki...ech.... Słyszę iż nie może mówić.No coż.Teraz będę ją przez całą 60 kilometrową drogę w żebach niosła! No oczywiście i ja nie jestem maszyną i muszę odpocząć. -Boofi dobrze się czujesz-zaytałam szybko. -Nie...mam dość chlupotania...serio... No w takim razie musimy gdzieś spędzić ten dzień aby sobie odpoczęła.Pójdę prosto przed siebie.Jeżeli coś znajdę to przeleżymy już ten dzień spokojnie aby Boofi nabrała sił.Widzę że jest umęczona.Ja zresztą też. Idę już tak z godzinę! I to nie tylko dlatego iż zatrzymywałam się co pięć minut gdyż nie chciałam dobijać Boofi! W tej przekletej wiosze tylko pola i kilka domków! KURDE! Już nie mogę.Położe i siebie i Boogi gdzieś przy drodze.Nie mam siły. Zasnęłam.Śniły mi się cudowne rzeczy.Sciemniało się już i czaiła się groza.Nagle słyszę czyjeś kroki.Boofi spała jak zabita(chyba nie umarła prawda??) a ja nie chciałam jej budzić.Niech wypocznie.Ale...nagle kroki ucichły.Położyłam się spowrotem. -To nie jest dla was odpowiednie miejsce nie? Dla damy... Ktoś wyłonił się z mroku i stanął nademną. -KTO TO?? AAAAAAAA! Gdy odwróciłam się zobaczyłam czyjąś twarz..nie wiedziałam kogo.Była tylko trochę oświetlona. -Spoko.To ja Redi... Nie wiem ale uspokoiłam się z tego powodu. -Redi? Uff...JEZU PRZESTRASZYLES MNIE! -Zawsze tu chodzę o tej porze...odkąd mnie z chaty wyrzucili i głoduję...chodzcie tam gdzie ja sypiam. -Miał już inny styl mowy.Nie odpowiadał pustymi zdaniami.Teraz jego słowa miały uczucia...A po za tym gdy usłyszałam że zaprowadzi nas tam gdzie sam sypia wyobraziłam sobie najstraszniejsze rzeczy.Bagno błoto mokre pola i inne świństwa...bałam się najgorszego.Ale gdy zobaczyłam wyłaniająca sie z ciemności stodołę odetchnęłam z ulga. -Połóż..cie się tu-wskazał na belkę siana-rybkę daj na drugą.Będzie koło ciebie nie martw się.Ja śpię zwykle na oknie.Więc dobranoc. Było tu miękko i miło...wtuliłam się w siano i zapadłam w błogi sen........ fish-love-cats 2004-03-21 20:28:25 skomentuj (1) Diary Boofi-na ratunek 12.02.04-późno dziesiąta... Nie wiem...Jak...się tu dostałam..ani jak...się wydostanę...nie mogę mówić.Płynę gdzieś w kanałach z zawrotną prędkością.Nie wiem gdzie jestem ani czy kiedykolwiek wrócę do domu..do pani..do..Bony...tak.Teraz już za późno.Naśmiewałam się z niej.Taktoby mi pomogła.A teraz pewnie siedzi sobie albo leży wygodnie w aucie i ma ciepło...a pewnie że mnie nie ma nie zauważyła...nawet zatrzymać sie nie mogę.Obawiam się że to już koniec moich przygód.W końcu dopłynę do oczyszczalni czy tam gdzieś w morze i zjedzą mnie wielkie ryby albo mnie przemieli...czemu jestem rybą?? Moglabym być wszystkim tylko nie rybą.Co ryba ma za życie?? No jakie? Żadne.Taka jest smutna prawda.Ani nigdzie pójść ani pogadać normalnie.Tylko woda i woda...teraz gdy tak płynę mogę uporządkować myśli.Nigdy na to nie miałam czasu.A teraz kto tu mnie znajdzie? Nikt.Narysowałam swój smutek...może nie wyrazi go tak mój talent artystyczny...heh nie pora na żarty...pomoczył się ale co tam.. Wkleje go sobie to zeszytu...o ile on przetrwa.Już zgubiłam jedną kartkę z moim opisem oraz zdjęciem.Trudno...i tak umrę więc po co mi to wszystko? NAgle słyszę jakiś głos.Płynę tędy od pięciu minut ale nie slyszałam aby ktoś oprócz mnie (i szczurów grubych jak..ble!).Nagle wylania się jakaś zakręcona postać(kręci się aż hoho) coś białego zielone oczy przypalane..futer..ko... to to? BONA???? NIE MOGĘ OPISAĆ MOJEJ RADOŚCI! -Boofi trzymaj się! Źle ją oceniłam.Bardzo źle.To co się teraz dzieje to...nigdy tego nie zapomnę...jak kot ratuje..RYBE!Chwyciła mnie zębami i próbowała zawrócić.Woda naprawdę była rwąca i Bona nie utrzymała się...Porwało nas obie...Ona tylko z zaciśniętymi zębami mamrotala: -Trzymaj się Boofi...Trzy..maj się rybko...Boofi... 13.02.04 Obudziłyśmy się w słońcu.Ja leżałam na Bonie bez wody.Dalej byłyśmy w kanalach tylko przy wyjściu!Skakałam po kotce ale była bardzo zmęczona i dalej spala.Nie wiedzialam że do tego jest zdolna.Myślałam takie rzeczy...a ona zachowała się jak..moja..przyjaciółka!Muszę z nią pogadać.Tak poważnie.Nie tak jak dziś..wczoraj rano.Zachowalam się głupio zamiast jej wysłuchać.Gdybym to zrobiła napewno nie byłybyśmy tutaj w śmierdzących kanałach.BLE! Skoczyłam do wody i oparłam się o Bone.Płynęła sobie(woda) spokojnie.O sto razy spokojniej niż wtedy.Nie mogło kotki porwać dalej-za ciężka.Mnie owszem choć nie daleko.Lecz lepiej nie ryzykować wolę zostać tu. Bona obudziła się pół godziny później. -Boofi...Boofi!! Gdzie jesteś!? Nie wierzę.Snię.Czemu się tak o mnie martwi skoro jeszcze kilka dni temu chciala mnie zjeść? -Tu Bona!-krzyknęłam. Odwróciła się i spojrzala na mnie.Odetchnęła. -Co za ulga.Teraz musimy dostać się do domu.Albo jeżeliby było bliżej-do ciotki.Ale to niemożliwe.Jesteśmy jeszcze dalej od domu!-stwierdziła wyglądając przez kratę. -A gdzie niby jesteśmy?-spytalam ledwie łapiąc powietrze z wody której było coraz mniej. -Jesteśmy hoho daleko! Zobacz sama. Podniosła mnie delikatnie (nie wierzę!!!! Śnięęę!) i wystawiła za kratę.To co ujrzałam nie wyparło na mnie wrażenia jak na Bonie. -No na wsi jesteśmy.Co z tego? -Nie rozumiesz bo tu jesteś od niedawna!-mówiła spanikowana-mieszkamy w mieście...a do najbliższej wsi jest sześćdziesiąt kilometrów!!! Teraz zrozumialam.Będziemy(właściwie to Bona) szły(a) z pięć dni o ile będą dobre warunki.Ale może pani też coś zrobi!Policję wezwie czy co.A teraz pójdziemy.Tak.Napisze wieczorem bo teraz nie ma warunków.Ja też jestem ciekawa co się stanie... fish-love-cats 2004-03-06 19:03:18 skomentuj (1) Diary Bona-atak 12.02.04 No już jakoś wyrabiam...choć jeszcze jestem przeziębio...APSIK! Kiedyś jak razem z koleżanką włóczyłam się po ulicach ciągle słyszalam apsik kocie! a teraz...mówią to moje usta...dobrze że wczoraj mnie wczoraj Rudy poganiał...czuję się znacznie lepiej...a rybka? No cóż.Jakby miała większy rozum nie wołałaby mnie w środku gonitwy! Aż mnie dziw bierze...wiem ryby to straszne debile no ale żeby do tego stopnia? Hmm...muszę przyznać że mnie od Rudego uwolniła..może...nie ona by nie ryzykowała życiem...prawda? Brrr muszę z nią pogadać...muszę!Przemóc się muszę...no trudno ale niestety.W końcu nie możemy tak żyć.Ja też mam honor! Jej aż wolę nie myśleć co by było jak byśmy teraz nie porozmawiały a u ciotki Malinowskiej wydarzyła by się niemiła sytuacja...zresztą dziś i tak jedziemy!Wieczorem.Nienawidzę tej Maliny! Ma dwa psy(dogi...) które już chciały mnie zjeść! Całą noc spędziłam na podwórku bo one strzegły drzwi! Uuu wolę nie wspominać...(no tak...kiedyś gdy zostalam sama znalazłam przy ich budach kości kota...a to była...Ayu moja bliska przyjaciółka o której wam opowiadałam na początku! Poznałam ją po wypukłych czerwonych oczach i to było jedyne co z niej zostalo..no może aż tak czerwnych nie miała..wsadzili jej jakiś barwnik...)ech...raz kozie śmierć idę pogadać z Boofi...(dialog) -Eee...Boofi? Głupia mina znacząca mniej więcej od...ol się ku...o -Nie wiem...powiedz czy ty zrobiłaś to specjalnie czy tylko tak...? -A jak myślisz? Ja wiem wiem co myślisz! Że ryby są takie do granic ograniczone że granic to nie ma! Co co? To wy jesteście ograniczone! Nie wiedziałaś że mimo twojego ataku na moje życie które i tak będzie krótkie pomogłam ci uwolnić się od rudasa! To była błahostka ale i tak rzykowałam życiem!-bardzo szybko.Po mojej głupiej minie Boofi zaczęła używać niecenzuralnych słów typu spierdalaj kurwa i odpierdol się ja osłupiałam i padłam na ziemię. *** Obudziłam się mokra.Minęło z dziesięć minut.Zauważyłam że u Boofi w kuli ubyło wody! Ona chyba naprawdę mnie wtedy chciała ratować...nie pozostawia to wątpliwości.Pani nademną klęczy ale ani przez myśl jej nie przeszło żeby mnie ocucić albo poklepać po policzkach heh(chociaż to nie byłoby najlepsze! Pani ma silną rękę...gdy kiedyś ze złości trzepnęła pięścią telewizor rozleciał się na dwoje...) wstałam prychnęłam na panią i znów zagadałam do rybki. -Nie rób mi takich numerów! Nic ci nie zrobilam! (wiem ze to nieprawda) -Nie nic?? A...(zatrzymałam ją nim zaczęla litanie) -Nie rozumiesz! Jedziemy do ciotki Malinowskiej! DZIŚ! -Hmm...Fajnie. -Psy! -Nie muszę się ich bać(tajemniczy uśmieszek) -A tych??? Pokazalam jej fotę jednego z dogów ciotki. ![]() -No...bardzo groźny..(wybuchnęła śmiechem) -Ale śmieszne! Myślisz że teraz bym im zrobiła zdjęcie? Mogłam tylko jak Null był szczeniakiem! -buhahahhaha! Null...hehe...a kto to taki? -Jeden z dogów ciotki! Psów! Null i Pit! -Głupsze imiona nie mogły być? Zaczełam sobie zdawać sprawę że gadka nic nie da.Nic. Minął dzień.Ja leżałam przed ukochanym kominkiem aż do weczora najdłużej jak się dalo (i tak pada deszcz) a Boofi podskakuje w kuli.Trochę szkoda mi jej.Tylko w wodzie...Nigdzie iść...nigdzie...przygnębiające i to strasznie.Pani już zapakowała nasze..ekhem moje rzeczy bo rybka i tak nic nie ma heh...i się ściemnia... Zatrąbił samochód.Już czas jechać.Ech...nudy jak nic się szykują...zwłaszcza że czeka nas ponad sto kilometrów jazdy.Bez kominka z psami i rybą...Jedyny ratunek aby nie spleśnieć to pogadać tam z Boofi.Nie mamy o czym ale to jedyna szansa na przetrwanie! Pani woła mnie ruchem ręki a sama bierze pokarm i kulę z Boofi.Ciotka już podjechała. Zapakowane wszystko jak należy pani jeszcze tlumaczy coś przygłuchej staruszce(i ślepej...cos widzi ale tylko trochę...nie wiem jak ona prowadzi auto!) i po słowie Malinowskiej "Tak Janinko będę to jej robić pa" samochód ruszył.Jak na taką 73 letnią staruszkę nieźle zasuwała po szosie.Auto całe podskakiwało. -Może teraz trochę powietrza Ono? Glupia baba nie wie jak mam na imię.Jezu... Samochód coraz bardziej podskakiwało.Lał deszcz i trudno cokolwiek bylo zobaczyć.Nagle samochód podkoczył tak do góry iż cały bagaż walnął w podsuwitkę(ja też) A Boofi z kulą...uskłyszałam chlupnięcie wody po czym kula spadła na ziemięwylewając wodę.Boofi nie bylo! -Boofi!!!-krzyknęłam i bez namysłu skoczyłam przez okno.Ciotka odjechała nawet nie spojrzała czy jesteśmy czy nie.Ja zaś panicznie szukałam w trawie rybki.Na próżno ją wołałam.I tak deszcz zakłócał odgłosy.Nie moge pisac nie wiem ale nie wiem dlaczeo jestem zrozpaczona!Lecz nagle znajduje studzienke kanalizacyjną...już wiem... fish-love-cats 2004-03-06 17:23:58 skomentuj (1) Diary Boofi-ale jazda... 11.02.04 No zabawniejszego dnia to nie było...jak zawsze i ja musiałam cierpieć...ech takie to już życie(nędzne) rybki.Opowiem wam wszystko.Już jest wieczór a ja przeważnie zapisuję swoje myśli właśnie wieczorem po dniu pełnym wrażeń.Do tej pory notatki były raz na miesiąc i to też był wyczyn.Takie nudy były(biorąc pod uwagę że mam dwa miesiące:P)no dobra ale opowiadam. Bona się rozchorowala po wczorajszym incydencie ze mną (ee...co to incydent chyba...mam nadzieję że wiem.)Kula podskakuje i podskakuje.Mam już tego dosyć.Woda leje sie po całej chałupie.Łomoty i kichania dochodzą z "pokoju" Bony.Jest tuż pod moją szafką.Pani kupiła sobie nowe kapcie z kotkiem i rybką!(zaraz...czy ona już takich nie miała? I zaraz...co ten kot robi rybce???)Lecz znów się zamoczyłly.Bona była chwilke na dworzu a jak na złość rozchorowała sie.Wody w kuli ubywa a ja mam tego serdecznie dosyć.Pani(ta stara dupa[sory za wyrażenie ale jestem wkurzona] zawsze musi coś popieprzyć!) chwyciła swoje przemoknięte i stwardniałe kapcioszki i wyrzuciła je lotem koszącym przez okno.Usłyszałam tylko ciche BOOOOM.Jakiś facet stanął przy płocie i krzyczał: -Ty stara popier...na ku...o! Jak mogłaś ruro rzucać we mnie jakąś popier...olną cegłą???Zapłacisz mi za to dzi...o! O rany! Ale pani ma nerwy! Nie zwróciła na to najmniejszej uwagi chwyciła stary odkurzacz(z tego co mi Bona mówiła jest popsuty przez takiego kota rudzielca co kiedyś wpadł do domu i porozwalał wszystko łącznie z odkurzaczem)i położyła go w kąt.Godzinę było spokoju(nie licząc podskakującej szafki) Bona kichała i prychała rzucało ją jak opętaną.Ech...ciężko zniosłam ten dzień.Aha nie muszę mówić chyba że Bona nie pisała bo nie jest w stanie? No chyba nie...niestety po godzinie znów zaczęło się coś dziać(grrr naprawdę przeklęty dzień w którym chciałam opuścić sklep zoologiczny i szukać przygód grrr) tak po prostu wpadł rudy kot.Pszypuszczam że to ten sam o którym mi kicia opowiadała...zbiegł na dół przewracając coś...nie wiem co to było ale brzmiało jak pisk kukułki i dzwięk dzwonów.Po chwili Bona wyskoczyła ze swojego pokoju i rzuciła się w panicznej ucieczce po schodach.No i tak ganiali się wokół mojej szzafki.Mało dziury w podłodze nie zrobili.Pani tylko stała i krzyczała a ja przyglądałam się temu i wzdychalam.Jezu serio tak zwariowanego domu nie widziałam a widziałam tylko sklep zoologiczny:).W końcu miałam ego dosyć.Muszę coś zrobić...nie! ona mnie chciała zjeść! Czemu mam jej pomagać?? Zasłużyła na to! No ale...ech gdyby nie ta rybia szlachetność miałabym ją gdzieś(tylko gdzie...?).Zrobię to...eee dla siebie.Tak dla siebie(nie łatwo było to powiedziec!)Muszę odwrócić jego uwagę.Zaczęłam walić w kulę raz z jednej raz z drugiej strony.Za ciężka.Nie spadnie.Zawołałam więc Bonę: -Hej hej Bona! Chodziło o to aby rudas się mną zainteresował(ale ze mnie ciołek!) no i zainteresował.Tak że zapomniał o Bonie( tak mi się wydawało) ale jak zaczęła uciekać złapał ją za ogon(aaaaa!!!) lecz na jej szczęście puścił.Nie gonił jej dalej teraz czaił się na mnie.Już skoczył na szafkę(tak samo jak wczoraj Bona tyle że łapy tylnie miał na podłodze)Zachwiała się.Pani patrzyła z przerażeniem już miała podbiec do mnie i do rudasa,Bona spojrzała tylko kątem oka na mnie i zamiast mi pomóc zwiała(teraz by już mogła gdy kocur wpatrywał się we mnie jak w obrazek) wykorzystałam to iż szafka się bujała.Popchnęłam kulę.Spadła na głowę rudasa.Chodził w tej kuli jak płetwonurek.Hehehe niezły widok(zależy dla kogo!) widać że już się dusił a przy okazji próbował mnie złapać zebami.Już nie mogłam wytrzymać(płynęłam cały czas w górę) i przestałam machać płetwami.Wpadłam prosto do jego gęby.Pani w ostatniej chwili(a właściwie to już koniec ostatniej chwili) zdjęła mu z łba moją kulę i wyjęła mnie delikatnie na tyle ile się dało z jego pyska.Postawiła kulę na szafce wrzuciła mnie tam(nie było w środku wody!) i pochwyciła krzesło.Otworzyła drzwi kopnęła w tylnią część ciała rudasa i rzuciła jeszcze w niego krzesłem(ostra laska!)Ludzie patrzyli na nią jak na kretynkę ale ona miała to w nosie.Dla mnie jest ona bohaterką.Uratowała mnie i jeszcze dla mnie popsuła mebel.Dla Bony chyba nic taiego nie zrobiła.No i to już koniec opowieści.Zastanawia mnie tylko to co ona wtedy myślała.Pewnie to że my ryby mamy strasznie male mózgi i "-hej hej Bona!" wołałam bo mi się nudziło.Nie.Zrobiłam to po to aby jej pomóc(no i sobie oczywiście) i jak widać my wcale nie mamy małych mózgow.Hmmm...może wkrótce wkleję fotkę jak jakąś znajdę. fish-love-cats 2004-02-23 13:56:34 skomentuj (1)
design by Yennefer for fish-love-cats
|
|
|
|
2005
Psyjaciele =D
music: Kelis
|
|
|